Jesteś nie zalogowany. Stwórz konto lub zaloguj się!
rss psp-team
Strona głównaForumRedakcjaKontakt



26 kwiecień, 2008 - 12:21 zano

konkurs_gow.jpgNiecały miesiąc temu na łamach naszej strony ruszył wielki konkurs związany z grą God of War: Chains of Olympus, którego głównym i jedynym sponsorem była firma Sony Computer Entertainment Polska. Przez ten cały okres nadsyłaliście do nas mnóstwo odpowiedzi, które przy końcowym podliczeniu zajeły około 50 stron w popularnym programie tekstowym. Jednak musieliśmy wybrać z was wszystkich cztery osoby, które naszym skromnym zdaniem napisały swoje wypracowania najlepiej. Trzeba przyznać, że niektórzy naprawdę się postarali, a niektórzy troszkę olali sprawę. Mimo tego nie brakowało na prawdę zwariowanych odpowiedzi, które potrafiły nam zrobić sieczkę z mózgu. Żeby nie przedłużać przejdzmy do najważniejszej części newsa, czyli rozwiązania konkursu. Tak więc, oto pierwsze miejsce i tym samym zestaw:

- Gra God of War: Chains of Olympus
- Koszulka God of War: Chains of Olympus
- Przypinka PlayStation 3D, Smycz oraz zwykłą przypinke PlayStation

otrzymuje pan, który w mailu przedstawił się jako.....

 !!Mateusz corleone!!

 

Natomiast drugą pozycje i nagrody:

- Gra God of War: Chains of Olympus

- Koszulka God of War: Chains of Olympus

- Przypinke 3D

otrzymuje.....

!!Pan Pieczarka!! 

Na trzecim miejscu udało się zgarnąć:

- Gra God of War: Chains of Olympus

- Przypinke 3D oraz Smycz

zgarnął.....

 !!Lukas wojciechowski!!

No i na ostatnim jakże szczęśliwym miejscu z nagrodami:

- Gra God of War: Chains of Olympus

- Przypinka 3D

uplasował się.... 

!!Tomasz Gaweł z Krakowa!! 

Serdecznie gratulujemy wszystkim zwycięzcą i proszę o podesłanie danych na które mogłbym przesłać nagrody do mnie na maila (zano[at]psp-team.pl) lub też na PW na forum.

Pozostałych, którym nie udało się uplasować na żadnym z czterech miejsc, zapraszamy do czynnego udziału w następnych, jakże licznych konkursach, które już niebawem.

 

Na koniec zamieszczamy zwycięską prace:
 -----------------------------------------------------------------------------------------
W czasach zwycięskich podbojów Sparty uczeni spisywali historie, dzieje bohaterów, ruchy wojsk i inne. Zawód ten był bardzo pracochłonny, wieczorami chodzili więc odprężyć się do karczmy i napić się piwa.

Stary skryba dłubiąc piórem  pegaza w dup...nosie czekał na świeże piwo w karczmie pod  "szczerbatą Hydrą". Piwo zamówiła grupka wędrowców spragniona niesamowitych opowieści.Wędrowcy zasypywali staruszka pytaniami. Uciszyli się gdy wyniośle uniósł swoją dłoń.

–  5 pytań –  rzekł enigmatycznie.

Wszyscy zebrani pokiwali głowami. Po chwili odezwał się jeden z nich:

– Jakiego make up’u używa główny bohater?

Skryba pociągnął łyk piwa, znanego sikacza, który na półkach stoi bliżej konfitur niż napoi wyskokowych. W dzisiejszych czasach można go znaleźć w tesco pod nazwą „Piwo TSK” o cenie bagatela 1.13 polskich złociszy.Popatrzał na drewniany sufit, obficie zroszony dziurkami, ewidentnie pozostałości po wielkiej kolonii korników, lub czegoś gorszego. Wciągnął głęboko powietrze i zaczął swą opowieść:

– Kratos przed każdą walką musi się umalować w charakterystyczne czerwono białe barwy.Mięśniak uważa, że jego barwy staną się znakiem rozpoznawczym, a jego wrogowie będą zwiewali przed nim na sam widok. Przez wiele lat Kratos dopracował do perfekcji sposób wyrabiania farby, wytresował swoją ślepą nałożnice, która to za pomocą różnych części odniesienia na ciele GoW-a (typu blizny, sutki, brwi, pośladki) potrafi namalować zawiłe wzory. Niezbędnym narzędziem do tej operacji jest pędzel...a raczej jego odpowiednik w formie dreda, pieczołowicie kręconego pod lewą pachą nałożnicy. Dred odpowiednio spleciony i ociosany rysuje bezbłędne proste linie.

Skąd się bierze farba zapytacie...

Kratosa bolał kiedyś ząb. Zezłościł się nie na żarty i w przypływie furii rozwalił połowę świętego gaju brooklinionu. Gdy tak przechodził przez wyrąbany las odkrył w pozostałościach po drzewie tunel z torami. Udał się w dół tunelu, gdzie po godzinie dotarł do drzwi z wyrytym wizerunkiem misia. GoW rozwalił drzwi kopniakiem, a misia, mieczem zmienił w teletubisia. W pomieszczeniu już roiło się od małych gumisiów. Dały Kratosowi pojemnik z sokiem z gumijagód. I obiecały że otworzą specjalną linie tranzytową, gdzie na olimp będą dostarczały ów specyfik 3 razy w tygodniu. Kratos wracał w podskokach do siebie. Gdy przeskakiwał strumień ubabrał się paskudnie soczkiem gumisiów. Plama zeszła dopiero po 43 myciu w kozim mleku. Tak oto GoW znalazł farbę godną samego boga.

Słuchacze pozostaliby jeszcze dłużej z otwartymi ustami pełnymi kaszy, gdyby nie wymowny ruch głową starca w stronę pustego kufla.

Młodzieniec w czerwonej czapce z pawim piórkiem dał znać pyzatej barmance o niebanalnej pojemności płuc. Po chwili kręcąc biodrami podeszła do stolika, niosąc ociekający pianą kufel.

Skryba zanurzył wargi...

Taaaak... – odrzekł – wasze kolejne pytanie, nie musicie się śpieszyć – zamknął oczy i czekał.

Wędrowcy długo naradzali się między sobą.

– Co łączy Kratosa i Sarabellę z Atomówek ? –  przełamał ciszę niebieskooki murzyn.

Skryba podniósł leniwie powieki, rozejrzał się dookoła, poczym uśmiechnął się chłodno.

– To – przerwał na chwile by napić się brązowego sikacza – to jest naprawdę ciekawa historia. Zaczyna się ona w czasach gdy młody bóg wojny chodził po polach kwieciem umajonych, a jego jedynym zmartwieniem były krowie placki, które to po otwarciu patykiem, strasznie śmierdziały. Rozrywka godna tego oto waligóry – ruchem głowy pokazał osiłka stojącego przy barze z tępym wyrazem twarzy, na której  widać było przysłowiowe „kozy”, skaczące po górzystym nosie, jak i drobne strumyczki śliny, niemniej bystre od tych górskich – Taaak, młody GoW był najlepszym uczniem spartańskiej szkoły. W ramach międzynarodowej wymiany między szkolnej, Kratos wyjechał do malowniczego miasteczka „Townsville”. W tamtejszej szkole poznał trzy niezwykłe siostry. Jedna z nich chodziła w błękitnych szatach, miała wielkie niebieskie oczy i złociste włosy.

Zwała się Sarabella. – starzec przeciągnął się na krześle, w promieniu 10 metrów można było usłyszeć chrzęst kości – starość nie radość– uśmiechnął się.

– Wracając do opowieści... Sarabella lubiła małego GoW-a.

Mimo iż nie grzeszył elokwencją i pił wodę z bidetu, to było w nim coś, co przyciągało Sarabelle. Na co dzień walczyli ramie w ramie z przeróżnymi kreaturami, które atakowały miasteczko. Wieczorami bawili się razem z profesorem gejem, albo oglądali teletubisie na dekoderze telewizji Trwam. Pewnego wieczoru mała niebieska bohaterka poprosiła o medalion. Kratos po długich prośbach, mlaskach i siorbach dał jej ponosić medalion przez kilka dni.

Następnego dnia podstępna małpa zaatakowała miasto.

– Skryba zrobił wymowną pauzę.

– Było to trzy dni po przesileniu wiosennym.

–  zaczął cicho – Zła małpa z gołym tyłkiem przypominającym pole minowe, prawdopodobnie ospie pozostałości po przebytej, zbudowała piekielną machinę. Kroniki podają różne nazwy owej małpy. Przeważa nazwa... Mojo-Jojo. Ahh te zamorskie nazwy – grupka wędrowców zarechotała

– Kiedy to trzy dzielne dziewczynki walczyły z włochatą małpą, mały GoW siedział w WC. Jego żołądek źle zniósł przysmak Profesorka geja: naleśniki ze szpinakiem. Bohaterki długo stawiały opór, jednak małpa strzelała bezbłędnie z działka laserowego. Dziewczynki pomimo stosowania taktyk typu żółwik, żółwik w skorupce, żółwik na brzuchu i głodny żółwik, nie dały rady z krwiożerczą małpą. Sarabella ostatnimi siłami schowała medalion do dup... znaczy w miejsce w którym nikt by nie szukał. Mojo-jojo zabrał wszystko dziewczynkom i zamknął je nagie w wieży. Po kilku godzinach mały GoW oddał już wszystko co mógł i opuścił WC. Od razu zauważył że coś jest nie tak. Obszedł podwórko i jego oczom ukazało się wielkie pogorzelisko, rozsypane bloki i martwe ciała. Wkurzony Gow rozpoczął rozpaczliwe poszukiwania. Rozwalał budynek po budynku, kiedy po 10 godzinach zmęczony usiadł na pozostałościach, a najbliższy żywy człowiek znajdował się w promieniu 100 km, zrezygnowany Kratos zaczął przeraźliwie kląć. Małpia Wieża znajdowała się na paskudnych moczarach. Mojo-Jojo patrzał przez wielką lunetę na zrujnowane miasto, uśmiechał się podle i opowiadał małym bohaterką o wyczynach Kratosa. Po dwóch miesiącach z miasteczka nie został kamień na kamieniu. Małpa z radości zrobiła sobie lo...– starość dała o sobie znać, starzec zaczął spazmatycznie kaszleć, po chwili kontynuował swoją opowieść – Kratos po trzech miesiącach dotarł do paskudnych moczar. Wspiął się po wieży na sam szczyt, gdzie pokonał małpę. Odciął mu pośladka i rozwalił mu twarz owym półdupkiem. Tak, tak... GoW od małego miał dobre pomysły. Nie uśmiechajcie się tak, bo opowieść nie kończy się wcale szczęśliwie. Mała Sarabella umierała na czerwonkę... wdało się zakażenie, ale medalion był cały. Kratos objął czule małą Atmomówke, a ona skonała mu na rękach, ściskając w dłoni medalion. Mały GoW, wytarł medalion o spodnie i schował do kieszeni. Pozostałe atomówki płacząc opuściły wieże, Kratos podpalił pomieszczenie i wybiegł na zewnątrz. Trójka bohaterów długo patrzyła na palącą się budowle, grób małej, walecznej Sarabelli.  Gdy ogień zgasł, wiatr rozwiał prochy atomówki, świadkowie opowiadają, że wieczorami widują ducha
Sarabelli, który błąka się w okolicach wieży. Podobno w poszukiwaniu maści uśmierzającej ból.

Spytacie co z medalionem? Kratos zgubił go po pijaku w tawernie pod „Spoconym Cyklopem”, ale to już inna historia. –
Skryba zakończył swoją opowieść.

Zapanowała przytłaczająca cisza. Po chwili do stolika podszedł dziwnie wyglądający człowiek. Przyniósł piwo dla starca
– Witajcie, można? – spytał.

Skryba kiwnął głową przyzwalająco.

– Kim jesteś?

– Jam jest Gerwazy – przywitał się nieznajomy– usłyszałem waszą opowieść, chciałbym posłuchać. Nie przychodzę z pustymi rękoma – dał znać pyzatej barmance. Po chwili stół zapełnił się piwami.

Skryba uśmiechnął się, a wędrowcy nie przestawali prawić komplementów Gerwazemu.

– Mogę zadać pytanie? – spytał nowo przybyły.

– Myślę że chłopcy się nie obrażą –  wszyscy pokiwali głowami.

– Kratos, a wpływ kasków rowerowych na płaskostopie u dzieci, mógłbyś wyjaśnić pojęcie? – Skryba z wrażenia aż opluł się piwem. Szybko doszedł do siebie. Popatrzał spod spuszczonych powiek na Gerwazego.

– Jesteś pewny że chcesz właśnie tak zużyć swoje pytanie? – wycedził powoli staruszek.

– Tak

– W porządku... Nie pytam skąd wiesz o takich trudnych słowach i najnowszej technologii... Rowery są testowane w ośrodkach szkoleniowych, położonych na środku pustyni. Skoro już zacząłeś o tym, to zapewne wiesz że rowery jako urządzenia wielkoprzekładniowe są na dzień dzisiejszy obsługiwane przez jedną osobę. Za pomocą tak zwanych „pedałów”, wprawiają w ruch tylne koło, dzięki czemu mogą poruszać się do przodu.

– Widziałem rowery w akcji, wiem jak działają – A wiesz że są wykorzystywane w maszynach bojowych?

– Słyszałem o tym, chciałem się dowiedzieć o..

– WIEM ! co chcesz wiedzieć, nie marnuj mojego czasu na swoje wywody. Wracając do tematu... Rowery są wykorzystywane głównie przez dzieci, starsi nie potrafią nauczyć się jeździć na nich. Jest to przykre.. ale co zrobisz... Te nieustraszone dzieci zwane są „rowerzystami” – słuchacze popatrzyli po sobie z niedowierzaniem

 – Specjalnie dla nich wymyślono specjalny rodzaj hełmu – kontynuował starzec – nazwa robocza to: „kask” – wędrowcy kręcili głowami, jedynie Gerwazy siedział spokojnie.

– „Kask” różni się od zwykłego hełmu noszonego przez dzieci w spartańskiej szkole, jest masywniejszy przez co cięższy, bardziej zaokrąglony, niektóre modele posiadają zasłonę na oczy. „Rowerzyści” od małego biegają w „Kaskach”, codzienne wielogodzinne rajdy po pustyni pozwalają im się przyzwyczaić do „Kasków”. Wracając do twojego pytania. Ciężki „Kask” w połączeniu z grawitacją stwarza ogromny nacisk na kręgosłup. Siła nacisku biegnąc po kręgosłupie rozkłada się na obie nogi. Nie wyprofilowane buty stwarzają możliwość powstania płaskostopia. Ciało dziecka jest bardzo podatne na modelacje. Po kilkunastu miesiącach, rowerzysta ma stopy płaskie jak deski. Kratos za młodu miał szansę dostania się do elitarnej grupy „rowerzystów”. Był jednak zagorzałym przeciwnikiem „Kasków”, przez co wyleciał po kilku tygodniach. Kratos od małego uwielbiał swoją łysinę. Nawoływał małych „rowerzystów” do zrzucania „Kasków”. Kratos jako jeden z nielicznych miał profilowane buty z nikelassa z rzemykiem najwyższej jakości. Był odporny na płaskostopie. Załatwiał małym „rowerzystom” rabaty na lepsze buty. Kratos był wojownikiem o poprawę życia dzieci w obozach rowerowych, chciał zmodernizowania kasków, lepszych butów. Niestety heroiczna walka zakończyła się gdy musiał opuścić ośrodek na pustyni. GoW nigdy nie został „rowerzystą”, a pomimo wysiłku i podjętych prób, dzieci w ośrodku dalej cierpiały na płaskostopie. usatysfakcjonowany?

– Nie do końca.

– Trudno, więcej nie będzie, zgłodniałem.

– Może jakieś ciasto? – spytał najniższy, o posturze gnoma.

– Ciasto? Wyśmienicie– ucieszył się skryba.

Prawie gnom zawołał barmankę, chwilę później pulchna babka stała na stole. Wszyscy zebrani ślinili się na jej widok. Zaczął skryba, przejechał palcem po jej krągłościach. Okiem eksperta zlustrował wszystkie dziurki. Pewnym ruchem pociął ją na kawałki i rozdał reszcie. Jedli w milczeniu, popijając piwem. Prawie gnom przemówił pełnymi ustami.

– Kratos miał swoje ulubione ciasto? Miał może jakiś swój przepis?

– Oczywiście, że miał – odparł skryba – żeby zrozumieć moc tego ciasta, trzeba zacząć od początku. Pewnego dnia GoW wędrując po świecie, dotarł do stumilowego lasu, postanowił uzupełnić zapasy w lesie. Szukał więc różnych jeżyn, owoców i innych. Przeczesując las trafił na naćpanego prosiaczka, który zaprowadził go do Kubusia Puchatka. Misiu  miał całą piwnice zawaloną garnkami z miodem. Nie był to zwykły miód, pochodził bowiem od pszczoły gorzelnej. Żyją one tylko w owym lesie. Puchatek wyprawił wielką ucztę i podarował mu taczkę miodu. Na pożegnanie dostał mapę od sędziwej sowy. Zadowolony GoW postanowił że odwiedzi czarownika Gargamela, miał zaznaczoną na mapie jego siedzibę. Kiedy dotarł do zamku Gargamela, zobaczył starego mędrca i jego kota, w rozpadającej się ruderze. Gargamel bredził coś o małych niebieskich stworkach, które żyją gdzieś w lesie. Żyją podobno w swoim małym miasteczku tylko z jedną kobietą, która o dziwo chodzi o własnych siłach, a naoczni świadkowie mówią że ma się dobrze.

– Przydałaby się nam taka łania – zarechotał niebieskooki murzyn.

– Skoro gustujesz w takich małych, a twoje możliwości pozwalają zaspokoić cztero-calową dziewczynę to naprawdę gratuluję – zganił go skryba

– Wracając do naszej opowieści. Gargamel nazywał te stworki Smurfami, opowiadał o tym jak to chronią naturę i o ich psotach. Obiecał dać Kratosowi wywar z kurzego kupra, żabiego skrzeku i  wacka nietoperza Wacka, który w połączeniu z miodem, będzie miał niezwykłe właściwości. Miał zwiększać siłę, zręczność i potencję. GoW aby otrzymać specyfik, musiał złapać Smurfy. Zabrał ze sobą zapchlonego Klakiera- starego kota Gargamela. Przeczesywali razem las przez trzy dni. GoW wpadł na genialny pomysł i zastawił pułapkę. Złapał wiewiórkę, powiesił ją za nogi na gałęzi, a sam ukrył się na innym drzewie. Klakier został w krzakach. Po paru godzinach nadeszła ekspedycja ratownicza Smurfów. Wpadły w zasadzkę.
Cztery smurfy zostały złapane, jeden zdołał uciec, a wiewiórki nikomu się nie chciało zdejmować, więc może radośnie dynda tam sobie po dzień dzisiejszy. Kto wie... GoW zaniósł Smurfy do Gargamela i otrzymał napój. Napar działał bardzo dobrze, kiecka Kratos nie opadała przez siedem godzin, jednak w smaku było beznadziejne. Jeden ze Smurfów zwany Łasuchem, siedząc w klatce zauważył grymas twarzy GoW-a gdy pił napar. Zaproponował, że upiecze ciasto z naparem, będzie miało takie same właściwości, ale w smaku będzie lepsze. Kratos bez zastanowienia nakarmił Klakiera Gargamelem i uwolnił Smurfy. Łasuch upiekł wielkie ciasto dodając do naparu kocioł Smurfo-Jagód, dwa jajka Gryfa, taczkę mąki, zalał wszystko mineralną wodą z górskich strumieni. Smurf Pracuś wybudował wielką maszynę, którą nazwał mikserem. Wymieszali wszystkie składniki. Piekli dwie i pół godziny, w tym czasie GoW sprawdzał co takiego widzą Smurfy w Smerfetce, ze nie potrzebują innych kobiet w wiosce. Ciasto wyszło wielkie i przepyszne, Łasuch napisał Kratosowi przepis i obiecał wysyłać mu Smurfo-Jagody, co ty by sobie sam robił ciasta. GoW, wracając przez stumilowy las zabrał kilka uli pszczół gorzelnych i krzak Smurfo-Jagód. Nadworni czarodzieje wytwarzali mu specyfik z receptury Gargamela, a resztą zajmował się GoW w kuchni opasany fartuszkiem i ubabrany mąką. – człowiek o posturze Gnoma, mocno podchmielony starał się udowodnić, że i bez ciasta Kratosa jego potencja jest w bardzo dobrej formie. Stanął na krześle i zaczął wymachiwać we wszystkie strony. Zniesmaczeni towarzysze wynieśli go na zewnątrz.  Gdy wrócili przemówił murzyn – Wybacz mu, trochę piwa a już mu się wydaję że jest stałym bywalcem burdeli Erosa.

– W młodości bywałem tam parę razy – odparł skryba – naprawdę warto –  uśmiechnął się szczerze – Mógłbym zadać jeszcze jedno pytanie? – spytał Gerwazy – Oczywiście stawiam kolejkę – wędrowcy ochoczo pokiwali głowami. Gdy piwo zostało przyniesione, Gerwazy spytał:

– Wyobraź sobie, że jest wiek XXI, kto byłby wrogiem naszych ówczesnych Spartan?

– Widzę, że alkohol daje o sobie znać, inaczej pewnie nie rozpocząłbyś tej przyszłościowej filozoficznej dysputy. Pozwól że się zastanowię – starzec napił się piwa – Spartanie walczą o dobra miasta-państwa. Mają swój ustalony porządek świata, gdzie najważniejszą podstawą jest dyscyplina i oddanie dla sprawy. Okazują szacunek dla starszych, uznają hierarchię. Wrogiem Spartanina będzie człowiek, który będzie chciał zniszczyć porządek. Wprowadzał będzie zmiany, rewolucje. Każdy kto zaatakuje jego miasto-państwo, terytorium będzie wrogiem Spartan. Spartan ćwiczony od małego w sztuce wojennej, z wbijanym przeświadczeniem o słuszności swojej wizji świata, będzie trudnym przeciwnikiem. Na świecie dużo jest ludzi chciwych, żądnych władzy. Pnących się po szczeblach kariery idąc po trupach. Ludzie niszczący wszystko co piękne, ingerujący w religie i wyższe wartości zawsze będą na celowniku Spartan. – Skryba skończył, Gerwazy pokiwał głową. Reszta wędrowców zasnęła na stole.

– Mam nadzieje że nie zanudziłem ich na śmierć – zaśmiał się skryba.

– Mnie się podobało – powiedział Gerwazy

– Późno już, czas na mnie.

– Dokąd zmierzasz?

– Do Sparty

– Idę w tą samą stronę, mogę Ci towarzyszyć?

– Weźmy po piwie i w drogę – uśmiechną się skryba.

Z karczmy wyszły dwie postaci, na stole spała grupka wędrowców. Barmanka leżała na ladzie. W ciszy słychać byłopracujące korniki. Na wschodzie w morzu ognia wstawało słońce. Zaczynał się nowy dzień.

Odpowiedzi

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Type the characters you see in this picture.
Przepisz znaki widoczne w powyższym obrazku. Jeśli nie możesz ich odczytać, wciśnij Podgląd, by wygenerować nowy kod. Wielkość liter nie ma znaczenia.