Jesteś nie zalogowany. Stwórz konto lub zaloguj się!
Strona głównaForumRedakcjaKontakt

Jedna z najbardziej oczekiwanych gier dla PSP tego roku wreszcie ujrzała światło dzienne. Tytuł sygnowany marką stajni Ubisoft, wyczekiwany był ze sporą dawką nadziei, gdyż developer krzyczał, że uda mu się przenieść mechanikę rozgrywki z wersji dla konsol stacjonarnych.  Oliwy do ognia dolewał też fakt wydania rok temu Assassin’s Creed: Altaïr's Chronicles na Nintendo DS, stworzonego przez znane i cenione studio Gameloft, który wprawdzie posiadał nieco inną, dopasowaną do specyficznej architektury konsoli wielkiego N formę, ale był grą całkiem niezłą i ciepło przyjętą przez fanów. Wśród posiadaczy handhelda Sony powtarzało się pytanie: czemu ich mocniejszy od konkurencji sprzęt został pominięty? Przy okazji premiery Assassin’s Creed II na konsole stacjonarne wydawca postanowił naprawić ten błąd / zarobić na znanej marce (niepotrzebne skreślić) i uraczył nas AC: Bloodlines zapowiadanym jako pomost fabularny pomiędzy dwiema częściami serii.

 

 

Gier należących do znanych serii i niebędących jednocześnie konwersjami wychodzi na PSP coraz więcej. I bardzo dobrze. To znaczy jest dobrze wtedy, gdy dany tytuł coś sobą reprezentuje, a nie jest kolejnym odciętym kuponem od nieźle sprzedających się poprzedników.  Zresztą, gdyby taki kupon był chociaż wydrukowany na błyszczącym kredowym papierze to dałoby się to jeszcze znieść. Niestety w przypadku AC: Bloodlines dostaliśmy raczej jakość papieru, z którym można się udać w wiadomym celu do świątyni dumania. Odnoszę wrażenie, że przy tworzeniu tej gry developer urządził zawody w ramach wspierania krajów trzeciego świata, pomiędzy swoją ekipą programistów i grafików, a amatorskim teamem z Burkina Faso. Obie grupy pracowały sobie nad różnymi elementami tej samej gry, a na koniec sklejono to do kupy i pośpiesznie wrzucono na rynek nasłuchując brzdęku pieniędzy.

 

 

Zobaczmy zatem na ile prawdziwe były słowa developera o przeniesieniu mechaniki z pierwowzoru na małą konsolkę. Po odpaleniu produkcji, ukazuje nam się plansza informująca, że jest rok 1191. Od zakończenia wydarzeń poprzedniej części minął miesiąc. Templariusze pod komendą nowego przywódcy Armand’a Bouchart’a  wycofują się z Ziemi Świętej, a assassin Altair, który jest w posiadaniu artefaktu o nazwie „Apple of Eden”, wyrusza ich tropem. Gracze, którzy ukończyli prequel, zrozumieją ten lakoniczny wstęp. Pozostali jednak zostaną w całkowitej niewiedzy, gdyż ta zawierająca dosłownie kilka zdań strona, to wszystko co studio Ubisoft Montreal przygotowało w temacie wprowadzenia do fabuły. Nie ma co, dłuższe wprowadzenia widywało się na porządku dziennym w erze NESa. Po tym niezwykle wyczerpującym wstępie naszym oczom ukazuje się równie „dopracowany filmik, majstersztyk animacji 3D, bazujący na silniku gry podrasowanym kilkoma efektami,  w którym Altair wesoło morduje krzyżowców. Po wybraniu „New Game” dostajemy możliwość skorzystania z tutoriala „użytkowania Animusa”, czyli po ludzku mechaniki i interfejsu gry, który został zrealizowany prawie identycznie jak, w oryginale co akurat zaliczam na plus. Chwilę później akcja przenosi się na okupowany przez wroga Cypr. Tu zaczyna się właściwa rozgrywka. 

 

 

Pierwsze co rzuca się w oczy to oczywiście grafika, o dziwo wyglądająca dokładnie tak jak na prezentowanych przed premierą screenach. Wszystkiemu towarzyszy efekt bloom, dodający nieco ciepła prezentowanym lokacjom, horyzont rysuje się na tyle daleko by nie denerwować naszych oczu, budynki bardzo przypominają architekturą te z oryginału, lecz niestety ich wygląd psują trochę szare i pozbawione szczegółów tekstury. Sama postać protagonisty prezentuje się całkiem nieźle. Razi tylko trochę kaptur postaci, który jest mocno kanciasty, co wygląda co najmniej dziwne, ponieważ w wyglądzie Altaira zadbano o takie detale jak noże przy pasie, które jawią się całkiem okazale. Od twórców nie oczekiwałem grafiki pokroju God of War czy Crisis Core, ale fakt kwadratury głowy naszego zabójcy nurtował mnie cały czas. Przeciwnicy o dziwo też wyglądają dobrze, a niektórzy naprawdę przypominają tych z konsol stacjonarnych. Nieświadom tego co spotka mnie później, skupiłem się na różnorakiej ich eliminacji, zastanawiając się przy tym, czemu nasz bohater nie mógł skasować przy okazji członków dopiero tworzącego się dokładnie w tamtych okolicach zakonu Krzyżackiego – kilkaset lat problemów by nam chłop zaoszczędził ;).

 

 

Animacja w tej grze to jeden z największych plusów – jest żywcem przeniesiona z prequela. Tyle wystarczyłoby powiedzieć w temacie. Jednym z najlepszych elementów serii jest poruszanie się po mieście i przyglądanie się gracji, z jaką zabójca wspina się na ściany budynków, skacze, łapie krawędzi, balansuje na wystających belkach… To wszystko udało się dokładnie odtworzyć na PSP. Tak samo walki, w których dodano jeszcze możliwość efektownego dobicia leżącego przeciwnika oraz niezwykle widowiskowego kontruderzenia za pomocą ukrytego ostrza. Cała mechanika nie zmieniła się ani trochę – nadal mamy profil „cichy” oraz „społecznie nieakceptowany”. Pozwalają nam one odpowiednio zabijać względnie niezauważalnie lub agresywnie, udawać rozmodlonego mnicha, biec roztrącając ludzi, czy łapać ich i popychać w różne strony itd. Sama walka w zwarciu również jest tym samym. Nadal opiera się na przyciskach odpowiedzialnych za blok, atak, unik i rzut oraz ich kombinacji.  Taki system jest prosty, czasem nawet aż za, ale dobrze sprawdza się w walce z dużymi grupami wrogów. Arsenał naszego asasyna… Zgadliście, nie został od ostatniej części wzbogacony, więc mamy do dyspozycji ukryte ostrze, miecz, noże (do rzucania i do walki w zwarciu) oraz pięści. Trochę mało i szkoda, że developer się nie wysilił.

 

 

Fabuła podzielona jest na małe epizody, zapewne po to by dostosować rozgrywkę do handhelda - ot możemy sobie przejść kilka zadań jadąc autobusem.  Dodatkowo w polskich warunkach otrzymujemy bonusowo mini grę „z kamerą wśród zwierząt”, polegającą na obserwacji co dziwniejszych reakcji innych pasażerów na naszą konsolę ;). Taka pocięta forma rozgrywki o dziwo sprawdza się naprawdę dobrze, lepiej niż rozdziały z prequela. Na dodatek same misje choć w 90% przypadków opierające się o schematy „zabij na czas”, „zabij x wrogów”,  „zabij w odosobnieniu” nie irytują aż tak powtarzalnością jak w poprzedniczce. Dodatkowo czasem przyjdzie nam poczuć się jak zakapturzony łysy jegomość spotykający na osiedlu kogoś „z innej parafii”, gdy przyjdzie nam postraszyć jakiegoś narażającego się cypryjskiej społeczności delikwenta, okładając go w bramie pięściami.  Czasem od tak zostajemy też chłopcem na posyłki – "O legendarny zabójco, skoro już wybierasz się na kolejną morderczą misję, podrzuć mojemu mężowi do pracy drugie śniadanie. Masz po drodze!". Poruszamy się po dwóch, podzielonych na pomniejsze dzielnice, cypryjskich miastach – Kyrenii i Limassol. Pomiędzy strefami przemieszczamy się bramami miejskimi. Takie rozwiązanie spowalnia nasz "le parkur", lecz prawdopodobnie zostało to wymuszone brakami pamięci konsolki. Mimo to da się jednak konkretnie pośmigać, dodatkowo możemy robić słynne skoki z najwyższych punktów w okolicy, choć są one zdecydowanie niższe niż w pierwowzorze. Feeling jednak pozostaje ten sam, więc tu Ubisoft zgarnia kolejny plus. Gorzej gdy chcemy trochę dłużej pograć za jednym posiedzeniem. Wtedy okazuje się, że zadaniom brakuje tego „czegoś”, co dodawałoby adrenaliny i nie pozwalało oderwać się od konsolki. Gdzieś w połowie fabuły, gra zaczyna nam serwować mocniejsze momenty, do których zaliczają się wizyty w dobrze strzeżonych, niezwykle klimatycznych zamkach templariuszy, kończących się walkami z bossami. Autorzy przewidzieli możliwość dotarcia do celu kilkoma drogami z możliwością ominięcia strażników włącznie. Jeśli jednak spodziewacie się akcji rodem z gry "skradankowej", od razu mówię, że te alternatywne drogi są najczęściej trudniejsze, a wyminięcie straży nie daje nam żadnego bonusu. Wręcz łatwiej będzie stoczyć te kilkanaście potyczek z krzyżowcami niż szukać guza gdzieś na belkach pod sufitem, bo z poziomem trudności walk poradziłby sobie tresowany, średnio inteligentny szympans. Podobnie sprawa ma się z bossami – niby są klimatyczni i wydają się wymagać różnych taktyk, a w praktyce kończy się na robieniu uników i machaniu mieczykiem. O dziwo, dopiero pod koniec rozgrywki pojawia się kilka naprawdę ciekawszych misji, jak choćby pogoń po dachach za tajemniczą zamaskowaną postacią, czy eliminacja templariuszy mogących się zainteresować prowadzoną po ulicach lektyką. Za wykonane misje gra nagradza punktami, które w dowolnym momencie możemy wydać na polepszenie statystyk postaci. Dodatkowo mamy możliwość zbierania ukrytych monet templariuszy, których jest na szczęście dużo mniej niż flag w prequelu.

 

 

Pochwała należy się za muzykę, gdyż jest ona dużo częściej obecna niż w poprzedniku. Pojawiają się znane motywy w formie niezmienionej lub zremiksowanej, ale w ucho wpadło mi też kilka nowych utworów.  Śpiewający po łacinie chór w połączeniu z biciem dzwonów i mruczeniem elektronicznych dźwięków potrafi zbudować klimat. Na tym jednak kończą się pochwały udźwiękowienia AC: Bloodlines. Jeśli komuś podobał się gwar uliczny, mówiący w różnych językach templariusze, wschodni akcent niektórych postaci oraz ogólny poziom voice actingu w pierwszym Assassinie, to tutaj się rozczaruje. Nie dość, że dialogi są drętwe i zawierają za dużo pseudofilozoficznych wynurzeń, to jeszcze na dodatek brzmią, jakby były nagrywane przez samych developerów. Poza tym skoro gra aż tyle żywcem skopiowała z wersji na duże konsole, to czemu nie przeniesiono oryginalnych głosów przeciwników? Nic tak dla mnie nie budowało klimatu jak możliwość zrzucenia z dachu jakiegoś szprechającego krzyżowca. Widocznie Bouchart uznał, że do klęski w Ziemi Świętej przyczynił się brak znajomości angielskiego wśród części templariuszy i przez miesiąc, dzielący nas od poprzedniej gry, wszyscy przeszli intensywne kursy nauki języka. Już myślałem, że od któregoś zapuszkowanego krzyżowca usłyszę „I understood you sir, a ticket to Poznań right?”.

 

 

Jeśli jednak myślicie, że te różne niedociągnięcia są jedynym problemem tej gry to niestety się mylicie. Specjalnie najlepsze zostawiłem na koniec . Część z Was zastanawiała się, dlaczego na screenach czy trailerach nie było widać żadnych przechodniów, prawda? Otóż ten element gry robiła wspomniana już ekipa z Burkina Faso. Mieszkańców snuje się po uliczkach niewielu, dlatego nie zauważamy tego od razu. Gdy gra zaserwowała mi przerywnik generowany w czasie rzeczywistym ze zbliżeniem na kilku Cypryjczyków i ich twarze, grafika odrzuciła mnie aż do przedpokoju z siłą jaką pocisk przeciwpancerny rozwala karmnik dla ptaków. Przez moment myślałem, że developerzy z Montrealu się pomylili i przez pomyłkę wrzucili do Bloodlines modele postaci z tytułu: „Atak Klockowatych, Paskudnie Oteksturowanych Monstrów Rodem z lat 90”, czyli nowego survival-horroru nad którym potajemnie pracują. Tak paskudnych, obleśnych wręcz przechodniów nie powstydziłyby się niszowe produkcje na dziadka PSX. Co to ma być?! Synek prezesa chciał mieć swój udział w tworzeniu hiciora i pozwolili mu po modelować w 3D?

 

 

Ale to jeszcze nie koniec problemów tego tytułu. Kolejnym z nich są idiotyczne bugi, które pojawiaj się tu i tam dając wrażenie, że gramy w niedokończony produkt. Problemy z odbijaniem się Altaïra od niskich przeszkód jak od ściany, to nic w porównaniu z tym, że parę razy postać po prostu przeleciała mi przez tekstury jakiegoś budynku i wypadła poza ekran. Oczywiście wczytanie ostatniego checkpoint’a rozwiązał sprawę, ale takich rzeczy w tytule o takiej renomie nie ma prawa być! Na dodatek nasz protagonista, choć nadal mógłby z palcem w nosie wdrapać się na Empire State Building, to utopiłby się w nadmuchiwanym basenie dla dzieci.  Na szczęście gra kieruje nas w okolice wody ze trzy razy. Jednak największym przewinieniem Ubisoft Montreal jest czas gry.  Po niecałych 6 godzinach naszym oczom okazują się napisy końcowe. "Zaraz, zaraz!’" – krzyknąłem w stronę ekranu – ‘"A gdzie tak bardzo obiecywane wyjaśnienie zawiłości fabuły poprzednika i przygotowanie gruntu pod dwójkę?!". Ano nigdzie, tak jak poprzednik zapowiadany jako gra mająca wyznaczyć horyzonty i być ikoną na obecnej generacji konsol, okazał się tylko „dobry” i monotonny do bólu, tak Assassin’s Creed: Bloodlines zapowiadany jako synteza fabularna mająca rozwiać wszystkie enigmatyczne elementy poprzedników, okazała się jakąś nędzną poboczną historyjką. Biorąc pod uwagę, że tytuł ten był chyba z założenia adresowany do tych, którzy poprzednika ukończyli (brak wstępu do fabuły o którym pisałem na początku recki). Ta sprawa wygląda co najmniej dziwnie. To już drugi raz gdy obiecanki studia z Montrealu okazują się być jedynie bajkami mającymi nagłośnić grę/uszczęśliwić czekających. Gorzej, że w przypadku tej produkcji była to jedna z głównych obietnic. Zastanawiam się, czy nie należałoby im w ramach ostrzeżenia podrzucić na wycieraczkę martwej ryby albo głowy Jade Raymond, która była managerem poprzedniego projektu.

 

 

Reasumując, Asssasin’s Creed: Bloodlines jest grą ze sporym potencjałem, który niestety w znacznej mierze został zaprzepaszczony przez niechlujstwo i zwyczajne niedopracowanie. Czegoś lepszego spodziewałem się po studio i wydawcy, którzy w tej branży mają już naprawdę dobrą renomę. Tym bardziej boli fakt, że to czego fani obawiali się najbardziej, czyli odwzorowania mechaniki oryginału oraz ogólny feeling rozgrywki, udało się przenieść znakomicie. Historia Altaira w wersji na PlayStation Portable crapem nie jest, ale nie jest też choćby grą dobrą. Ot zwykły, taśmowy przeciętniak. Wielka szkoda, bo tytuł ten miał naprawdę szanse stać się hitem, a ja po raz kolejny zawiodłem się na developerach z Montrealu.

Plusy:

+ mechanika wierna oryginałowi
+ nowe rodzaje misji
+ miejscami potrafi wciągnąć
+ muzyka

Minusy:

- momentami obleśna grafika
- czas gry
- nijaka fabuła bez puenty
- idiotyczne bugi, niedociągnięcia

Ocena:
69%

Odpowiedzi

Portret użytkownika Kondziu

Ja z recenzją się nie zgodze

Ja z recenzją się nie zgodze ;) Mi ten tytuł bardzo przypadł do gustu, tak samo jak pierwszy AC. Mile spędziłem przy nim parę godzin dowiedziałem się trochę o Templariuasz i trochę o historii Altaira. Zasługuje przynajmniej na 80%.

Portret użytkownika G4tsu

To może Kondziu napiszesz

To może Kondziu napiszesz kolejna recka? Przecież im więcej różnych opinii tym lepiej. Pamiętajmy jednak, że mamy skalę 100%, nie można ciągle dawać wszystkiemu 80-90%, w grę pograć się da, ale wybitna nie jest.

Portret użytkownika Antares

Na początku byłem skłonny dać

Na początku byłem skłonny dać tej grze więcej, ale po dłuższym posiedzeniu wyszły te negatywy które opisałem. Z resztą na zagranicznych serwisach średnia ocen wynosi właśnie 70%.

Portret użytkownika kwikam

zgadzam się z oceną.

zgadzam się z oceną. wiedzieli, że i tak się będzie dobrze sprzedawać więc się tak sobie postarali. W grze brakuje mi tej równomierności grafiki i fabuły: ładnie zrobiony Altair - ociosani przechodnie; ciekawie zaprojektowana misja - zadanie pokroju minigierki "chodzisz misiem zbierasz jabłka".  Rzucili jak psu, macie tego swojego assassina kieszonkowcy. Przemyślałem, nie zgadzam się z oceną. Dałbym mniej.

Portret użytkownika nichrom00

mi sie bardzo spodobała

mi sie bardzo spodobała według mnie zasługuje na 80%

Portret użytkownika -=UrukHai=-

ja bym nie dał tej grze tak

ja bym nie dał tej grze tak niskiej oceny tylko ze względu na sentyment do serii, ale szczeże mówiąc, spodziewałem się czegoś lepszego, szczegulnie węcej skradania i zabijania z ukrycia, a z każdym bosem trzeba walczyć, jeszcze jedna rzecz, która mnie odpycha, to to, że nie można sobie pobiegać swobodnie po budynkach, nie ma jakby takiego wolnego czasu między misjami, cały czas mamy pokazany cel i po prostu idziemy, trochę niefajne ;/

Portret użytkownika dyl

To że masz cały czas misje do

To że masz cały czas misje do zrobienia na radarze to nie znaczy że musisz je od razu wykonywać, możesz robić  je kiedy chcesz i chodzić po mieście też kiedy chcesz i ile chcesz.

Portret użytkownika Kacperus

Już po tych około 550mb

Już po tych około 550mb (które zajmuje gra) , widać że mogli zrobić dłuższą i bardziej dopracowaną gre (dla porównania abe zajmuje około 600mb :D). Według mnie najlepsze gry (na psp) robione są przez studia robiące gry głównie na tą platformę np. "Ready at Dawn" wypuściło na psp 2 gry i 2 hity. :D

Portret użytkownika Antares

Po wycięciu pustych pilków

Po wycięciu pustych pilków gra waży nieco ponad 300 ;)

Portret użytkownika rezo12

No coż czekamy na

No coż czekamy na kontynuację. Myślę ,że kolejna część będzie o niebo lepsza

Portret użytkownika Kacperus

Takim optymistą nie jestem,

Takim optymistą nie jestem, na razie chcą zarobić (na marce :D) na AC:B

Portret użytkownika edzio855

jak dlamnie to 3+

jak dlamnie to 3+

Portret użytkownika Mycha93

Szczerze to w to grało mi się

Szczerze to w to grało mi się lepiej niż w AC na PS3 ;]

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Type the characters you see in this picture.
Przepisz znaki widoczne w powyższym obrazku. Jeśli nie możesz ich odczytać, wciśnij Podgląd, by wygenerować nowy kod. Wielkość liter nie ma znaczenia.