Jesteś nie zalogowany. Stwórz konto lub zaloguj się!
Strona głównaForumRedakcjaKontakt

thumb_932330_74164_frontChaos…
 
Na początku nie było niczego, tylko pustka, lub jak ją zwali - Chaos. Wszystko było wymieszane, nic nie miało swego miejsca. Po wielu tysiącleciach Chaos przestał istnieć i zaistniała harmonia. Stworzyły się miejsca dla wszechrzeczy, tylko czy aby dla wszystkich? Ja, Rother, ork, jak i moi współbracia nie znaleźliśmy dla siebie w tej plugawej, bezsensownej harmonii miejsca. Z każdej ziemi przepędzali nas ludzie, nieustanna wojna posunęła nas do ostateczności. Zaczęliśmy służyć panom, magom Chaosu, którzy wmówili nam, że tylko gdy ponowne nastanią Dni Cieni i Mroku, przyniesie nam ukojenie. Jak bardzo się wtedy pomyliśmy…

Początek

thumb_screen1mv4Podczas wiosennego przesilenia zostałem wezwany przed oblicze Rady. Miała ona zadecydować, czy wspomoże walkę z siłami zła, które rozpanoszyły się na ziemi ludzi, czy też wstrzyma się od udzielenia jakiejkolwiek pomocy, aby zebrać wszystkie możliwe siły do obrony własnej krainy. Trzech mędrców zadecydowało, że obrona własnych ziem to priorytet. Tak zostało podane do publicznej opinii. Muszę przyznać, że wszystko się zgadza, oprócz jednego małego szczegółu. W naradzie uczestniczyły jeszcze trzy osoby. Bohaterowie, którzy nie mogli ścierpieć, że gdy inni walczą o wolność i giną na polu chwały, to im każe się siedzieć z dala od całej tej wojny. Pierwszym, który zaprotestował był wojownik, którego natura obdarzyła nieprzeciętną wytrzymałością i siłą. Następnym był uczony akolita, teraz już mag, który ponad wszystko stawiał inteligencję. Wyłożył swe racje, jednak rada była dalej nieugięta. Ostatnim byłem ja, mroczny elf, tak samo zabójczy w bliskim jak i dalekim dystansie. Żaden z tu obecnych nie mógł się ze mną równać w szybkości i przebiegłości. Zaprotestowałem na decyzję rady i postanowiłem, że wyruszę do krain rozdartych wojną. Każdy z trójki tu obecnych palił się do tego, aby wyruszyć za wodę i uczestniczyć w bitwach. Tym razem jednak szczęście mi dopisało.

Czas rozpocząć walkę!

thumb_screen4ax6Wypłynąłem okrętem, wiozącym zaopatrzenie. Gdy zbliżałem się już do celu podróży, okręt nagle został zaatakowany przez nieznaną siłę. Po kilku chwilach statek znalazł się na dnie… Obudziłem się na brzegu. Oprócz mnie i mojego towarzysza nikt nie przeżył. Statek uległ całkowitemu zniszczeniu. Zebrałem swój rynsztunek bojowy i wraz ze swym kompanem wyruszyłem do najbliższego miasta. Na moje szczęście miałem za przyjaciela jastrzębia, który ostrzegał mnie przed zbliżającym się wrogiem, ale wspierał mnie również duchowo i był moim bojowym sojusznikikem. Jeśli się zastanawiasz, skąd otrzymałem tego wspaniałego ptaka, to już wyjaśniam. Każdy z naszej trójki, na początku szkolenia miał do wyboru jednego z dwóch towarzyszy. I tak wojownik mógł zdecydować, czy jego kompanem będzie Shaelyn (elf-mag, który to będzie zwiększał ilość otrzymanego doświadczenia, jak i walczył przy użyciu magii), czy Fire Elemental (ognisty stwór tak samo waleczny w bliskim, jak i dalekim dystansie). Mag mógł wybrać pomiędzy Kamiennym Golemem, (co by nie mówić ogromny osiłek, niezastąpiony w walce wręcz), a Lap Dragonem (mały smoczek, który potrafi wspaniale wspomóc ataki z dużego dystansu). Ja wybrałem wspomnianego jastrzębia, rezygnując z łucznika (atak z dystansu to jego specjalność, dodatkowym atutem są jego aury, wzmacniające naszą ekipę). Po szybkim przedarciu się przez pierwsze zastępy wrogów, dostałem się do...

Seahaven

thumb_screen8do0Miasto zdawało się takie spokojne. Kupcy handlujący przeróżnymi dobrami, nauczyciele umożliwiający podszkolenie się naszych kompanów w sztukach bojowych, oraz kilku zwykłych mieszkańców, na czele z Hendrick’iem – przywódcą miasteczka. To właśnie od niego, wodza tego miasta, dostałem pierwsze zlecenie do wykonania. Miałem przebić się do opuszczonej farmy, w celu zebrania pozostawionej tam żywności, niezbędnej do przetrwania tutejszej ludności. Zanim wyruszyłem udałem się do sprzedawców w celu zakupienia lepszego oręża, jak i paru leczniczych mikstur. Jakież było moje zdziwienie, gdy za jednym słowem mogłem wziąść tylko jeden przedmiot, którego potrzebowałem w ilości kilku sztuk. Bardzo mnie to zirytowało, jakby kupcy nie umieli liczyć więcej niż do jednego, jednak ich ceny na to nie sugerowały. Cóż, po pomęczeniu się z handlarzami podążyłem do wspomnianych farm.

Farmy nieopodal Seahaven

thumb_screen13bt9Jak zawsze na początku, zostałem zaatakowany przez zgraję poczwar, było ich naprawdę wiele (latające smoki – plujące ogniem, człapiące jaszczury, próbujące mnie dopaść z bliska, szkielety, czarodzieje i wiele innych „przeszkadzajek”). Każdy z nich wykazywał osłabienie na daną broń, czy też żywioł, więc po paru pierwszych starciach szybko odgadłem jak mam walczyć. Muszę jeszcze wspomnieć o specjalnie przypakowanych bestiach, które to świeciły czerwoną poświatą. Były o wiele wytrzymalsze od swoich współbraci i zazwyczaj broniły tajemnych przejść do komnat, które kryły w sobie potężną broń, czy też dodatkowe mikstury (lecznicze, przyspieszające przyrost many, zwiększające naszą obronę, czy też dające nadprzyrodzoną siłę na krótki okres czasu). Jak już wspomniałem o wyposażeniu to muszę kontynuować ten wątek. Nie wiem czy mi uwierzycie, ale prawie z każdego stwora (nieważne czy był to wilk, czy też jakiś niedźwiedź), mogłem wyciągnąć pieniądze jak i broń, czy też pancerz. Naprawdę przedziwna ta kraina. Dodatkowo szybko przekonałem się, że zakupy w sklepach są wysoko nieopłacalne. Lepiej było zaoszczędzić trochę pieniędzy i wyruszyć gorzej uzbrojonym na plac boju, ponieważ istniała bardzo duża szansa, że zdobędziesz potrzebny sprzęt na przeciwniku, przez co zakupiony inwentarz stanie się całkowicie zbędny i będzie jedynie zabierał miejsce w plecaku, które jest maxymalnie ograniczone. Nieraz zdarzyło mi się pozostawiać część łupów na placu bitwy. Tak, zgadza się. Dlatego mam teraz ponad milion złota a nie dwa) i mogę się byczyć do końca swego marnego życia. Powróćmy do stworów, które mnie zaatakowały. Pomimo ich thumb_screen18lx6liczebności i tego, że stali grupkami, żaden nie odważył się mnie zaatakować z własnej inicjatywy, a co dopiero w jakiejś większej grupie. Po prostu zwykłe kaczki na strzelnicy. Stoją i tylko czekają na pierwszy cios. No, ale cóż ułatwiło mi to znacznie rozprawienie się ze wszystkimi. Wróćmy do mej misji na farmie. Jak mówiłem przebijałem się do kolejnych skrzyń z jedzeniem w celu wypełnienia misji. Na moje nieszczęście mój towarzysz musiał wykrakać, że za łatwo nam idzie. I jak chciał, tak dostał. Wylazł ogromny boss, z którym stoczyłem naprawdę morderczą walkę. A to wszystko przez… nie, nie ptaka, tylko dzięki mojej pięknej czarodziejce. A tak, zapomniałem o niej wspomnieć. W czasie pobytu w Seahaven wiele się wydarzyło i tam właśnie przyłączyła się do mnie ona. Jeśli myślicie, że odtąd walczyłem w trzy osobowej grupie, to się wielce mylicie. Nie wiedzieć dlaczego moi towarzysze nie chcieli za nic pracować ze sobą. I tak zostałem zmuszony do wybierania jednego kompana, skazując drugiego na nudę jak i zmniejszenie szansy na wzrost jego doświadczenia. Wrócę ostatni raz do tych farm, które po rozprawieniu z bossem pozostawiłem na zawsze. Po zebraniu reszty pożywienia, mogłem wracać do Hendrick’a, od którego dostałem wynagrodzenie. Po wykonaniu paru questów i zdobyciu uznania w tej wiosce postanowiłem, że wyruszę dalej na północ, ku bardziej niebezpiecznym krainom…

Skorumpowane krainy

Dotarłem daleko na północ, gdzie już żadna osada się nie ostała. Barbarzyńscy wojownicy dotarli już tak daleko i Chaos razem z nimi. Choćbym nie wiem jak długo szukał nie mógłbym znaleźć choć jednej małej osady, w której mógłbym odpocząć. Powrót do Seahaven byłby zbyt męczący, więc znalazłem się w kropce. Jak tu walczyć z przeważającymi siłami, gdzie odpocząć? Na moje szczęście, jak i każdego przyszłego wędrowca, zostały oddane nam pod kontrolę teleporty, które umożliwiały przebycie wielu hektarów jednym ruchem. Dzięki nim wyruszyłem do kolejnych krain, tocząc nieustanne pojedynki z bestiami, nieumarłymi, jak i magami. Wykonywałem przy tym różnego rodzaju misje, które jednak zawsze skupiały się na prostym schemacie (dojdź w dane miejsce, wybij wszystko co chodzi, zabierz dany przedmiot i powróć do zleceniodawcy). Muszę dodać, że były one strasznie nużące, podobnie jak walki z potworami, bo jaki heros przetrzyma taką rutynę? Znużony walką, chciałem odkryć tajemnice tej krainy. Odnaleźć tajemne księgi, dowiedzieć się jak najwięcej o przeszłości. I tutaj się zawiodłem. Z dawnych dziejów ostało się naprawdę nie wiele ksiąg, przez co moja wiedza na temat historii całego narodu była znikoma. Podobne odczucia miałem do mojej całej przygody. W samym środku zabrakło mi już motywacji do dalszej walki. Ten minimalizm informacji źle wpłynął na mój zapał do bitew. Jednak było coś, co pchało mnie dalej…

Piękne lodowe wzgórza, zielone pola i…

Do dalszej eksploracji lokacji (kitkat: ale ci się zrymowało wink.gif zmusiła mnie przepiękna fauna i flora. Każda miejscówka ma swój niepowtarzalny klimat. Będąc na lodowych klifach, odczuwałem prawdziwe zimno na własnej skórze, czułem lodowy powiew wiatru i ogólne opustoszenie tego nieprzyjemnego zakątka. Będąc w dżungli uderzył we mnie tropikalny klimat. Gorąc, upał, powietrze wręcz falowało. Tak, lokacje które zwiedziłem prezentowały się doskonale, przepięknie i bogato. Nie odczułem w ani jednym momencie jakiejś pustki, której nie powinno być. Wszystko było tak naturalne, tak realne. Jednak momentami, nie wiem czy z oszołomienia, czy też ktoś rzucił na mnie klątwę, widziałem czarną pustkę, która wylewała się z jednej ze stron, czasem zasłaniając mi wszystko. Musiała to być jakaś klątwa, albo Chaos uzyskał już takie moce.

Śpiew driad

Na początku jakby mi boska posłanka nuciła do ucha. Piękne melodie, które niechcąco zapamiętałem. W każdej miejscówce mogłem usłyszeć inną pieśń, która idealnie wpasowywała się w otoczenie. Jednak w połowie przygody, zaczęły się one stawać wręcz męczące. Każda pieśń przypominała wcześniejszą i tak jak na początku nie zwróciłem na to uwagi, tak z dalszymi przygodami stawały się one strasznie podobne do siebie, wręcz zlewał się ze sobą. Naprawdę, okropne doświadczenie. Jeśli chcecie wiedzieć, to mój łuk wydawał przepiękny dźwięk wypuszczanej strzały, tak samo było z resztą oręża (szczęk mieczy, wywołane czary siejące spustoszenie). Naprawdę było czemu się przysłuchiwać w miejsce nudnych śpiewów driad. Jak wiadomo dla wojownika najlepszą melodią jest szczęk mieczy, oraz dźwięk całego bitewnego pola.

Czy wyruszyć?

Po dwudziestu dniach zakończyłem swą przygodę. Zmierzyłem się podczas niej sam z sobą. I muszę przyznać, że jeśli jesteś początkującym bohaterem, nie obeznanym w tych światach, to polecam sprawdzić ścieżkę, którą ja już mam za sobą. Jednak jeśli jesteś prawdziwym wyjadaczem i przeżyłeś nie jedną przygodę, to nie masz czego tu szukać.
Plusy:

- grafika
- długość przygody
- na początku wciąga..

Minusy:

-... ale szybko się nudzi
- muzyka jest denna
- nudny schemat, nawet jak na hack’n slash
- dużo bugów

Ocena:
63%

Odpowiedzi

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Type the characters you see in this picture.
Przepisz znaki widoczne w powyższym obrazku. Jeśli nie możesz ich odczytać, wciśnij Podgląd, by wygenerować nowy kod. Wielkość liter nie ma znaczenia.