Gran Turismo to towar ekskluzywny, na który użytkownicy PSP czekali 5 lat. Czy było warto? Czy rzeczywiście był przez ten czas tworzony a może został sklecony na prędce pod naciskiem premiery PSP GO?
Dawno, dawno temu, kiedy to jeszcze grało się na Amigach a PC-ty mieli tylko zamożniejsi goście, na rynku pojawiły się dwie konkurencyjne konsole: Sega Saturn i PSX. Walczyły długo o to, która zagości pod telewizorem młodego klienta, czasopisma rozpisywały się o parametrach obu wynalazków, prowadziły rankingi która gładsza obudowa, sondy uliczne który pad się lepiej trzyma itd. Wtem, w roku '97 wyszły 2 tytuły na PSX: Final Fantasy 7 i Gran Turismo, a rok później Tekken 3. I w tym momencie wyobraźmy sobie konsolę z napisem Sega, którą miażdży gigantyczna różowa stopa, a odgłos pękającego plastiku zastępuje zdecydowany krótki piard!
W takich okolicznościach zrodziło się Gran Turismo, jako efekt wytężonej pracy żółtych chłopaków z Polyhony Digital, smaganych batogiem przez szefa który sam dostawał z 'karata' po łbie od prezesa, aby jak najszybciej dokończyć flagową ścigałkę na PSX-a.
Pierwsza gra była rewelacyjna i nie miała w tamtym czasie konkurencji. Charakteryzował ją znakomity realizm prowadzenia pojazdu, wyśmienity tryb kariery oraz rewelacyjna jak na owe czasy grafika. W grze było jeszcze coś bliżej nieokreślonego, co sprawiało, że nie można się było od niej oderwać, zarażała syndromem "jeszcze jeden wyścig, ooo-statni" każdego kto jej zasmakował.
Lata mijały, Sony skonstruowało nową konsole PS2, a zatem i na nią team programistów wyrzeźbił kolejną i kolejną część GT. W tym momencie Polyphony Digital Inc. posiada w swoim zespole doświadczonych batożników i batożonych w ilości zapewne większej niż 12 lat temu, a kolejnym ich celem jest Gran Tourismo 5 na PS3. Baty świszczą, ale już jest dobrze, wersja Prologue wydana, już mają z górki.
Jednak pewnego dnia do kierownika PD Inc. przyszły odgórne rozkazy, stanął na kserokopiarce i tak przemówił do poddanych: "Słuchajcie żółci bracia, nie da się już dłużej na pytania co z Gran Turismo na PSP odpowiadać "będzie będzie", "robi się robi", poznali się nawet na "będzie pan zadowolony". Z resztą już nie można nic panowie zrobić, bo właśnie jak tu gadamy, to w fabrykach montowane jest nowe PSP Go! i jak wyjdzie bez wielkich tytułów, i nikt go nie będzie chciał kupić, to nam nasze wiecie jakiego koloru jajka pourywają." Po tym przemówieniu w biurze zrobiono łapankę, zebrano ekipę i zamknięto ją w oddzielnym pomieszczeniu oświadczając, że od teraz robią na PSP i nie wyjdą jak nie zrobią. Tak się pracuje w Japonii! Że nieprawda? Skąd wiesz pracowałeś tam kiedyś? No.
No i udało im się! Zrobili, wyszli, wrócili do swoich rodzin, a świat dostał Gran Turismo Portable.
Nieduże, czerwone i miło jak szybko jeździ.
Intro wymiata. Oglądałem je sam 3 razy, pokazywałem kumplom, rodzinie, kotu. Niby nic. Po prostu najlepsze samochody świata ścigające się w takt porywającej muzyki skomponowanej z obrazem tak, by włosy się jeżyły na plecach. AAA! No i sprawiający, że gnę się w pokłonie Citroen GT, który został specjalnie zaprojektowany dla tej gry, wyglądający jak batmobil zrobiony przez Apple.

A więc tu się ukryłeś Megatronie...
Menu wygląda przejrzyście i jest dość intuicyjne. W tle wciąż gra ta sama muzyczka, która o dziwo się nie nudzi. Po prostu kojarzy się z menu, a menu kojarzy się z czymś przyjemnym czyli kupowaniem bryk. Klikamy „Dealerships” i jakie zaskoczenie, gdy widzimy tylko 4 marki do wyboru? Ale przecież to Gran Turismo… Słynie z tego, że ma licencję na wszystkie najważniejsze marki i modele samochodów, więc zapewne resztę marek trzeba będzie odblokować. Okazuje się jednak, że nie i nawet dobrze, po prostu co jeden "dzień" w grze pojawiają się nowe 4 marki, a w każdej po kilka, zazwyczaj 10 modeli samochodów.
Po wielu godzinach grania zaświadczam, że jest tam z pewnością obiecane 800 samochodów dostępne w wielu kolorach jak np. w żółtym. Można nawet zakupić auta, którymi nie będziecie chcieli jeździć, bo mają tak z pół konia mechanicznego, więc uczestnictwo w wyścigu nimi można porównać do wycieczki dorożką po starówce. Ktoś miał cierpliwość żeby przejechać czymś takim okrążenie?

O! Tym autem jeździła siostra zakonna z żandarma z San Tropez i miało niezłego kopa! Kupię i wypróbuje!
Losowe pojawianie się samochodów uatrakcyjnia zabawę, umożliwiając swojego rodzaju polowanie na upatrzony model. Ceny aut "dla konesera" od "zrywaczy asfaltu" rozdziela magiczna cyfra 1000000Cr, dlatego z takim kalibrem najlepiej wybierać się na polowania. Graficznie modele aut prezentują się wyśmienicie, zwłaszcza gdy ogląda się je na obrotowym podium w „Dealerships”. Realistycznie dopieszczone samochody to nic nowego jeśli chodzi o serię GT, jednak coś nowego w przypadku gry na PSP i tu Gran Turismo podnosi poprzeczkę tak jak tego oczekiwaliśmy.
Ok… czas ustawić się na linii startu. Po kliknięciu na tryb single player mamy do wyboru „Time Trial”, „Single Race”, „Career” i chyba „Drift Trial”. No, „Drif Trial”. A i jednak nie ma „Career”. Tak. Pomyliłem się. Nie ma. Zaraz, nie ma „CAREER”?!? Nie ma TRYBU K.. KARIERY? Wy małe żółte patałachy! Jak mogliście to zrobić! Gran Turismo na PSP bez trybu kariery, to jak święta bez mikołaja! Tego się nie spodziewałem... Dobrze że nie zrobili np. bez dźwięku! Wy karłowate skośnookie @#E%!
Wziąłem leki i mogę pisać na spokojnie dalej. I teraz jak mam do tego dystans, bo Xanax działa, to Wam powiem jaki z tego wniosek. Nikczemny zamysł tych żółtych konusów był taki, żeby stworzyć grę na PSP w którą pograsz sobie chwilkę, może kupisz parę samochodów, może nie i wyłączysz. Dopiero jak wyjdzie Gran Turismo na PS3 będziesz mógł zdobyte na kibelku bryki przetransferować do młodszej siostry Sony. I to jest obelga, to jest traktowanie PSP jako niepełnoprawnej konsoli, która leży obok papieru toaletowego. I z tym się nie zgadzam i to ma się skończyć, i taki był też Portable Ops ,i ...aha, nie o tym miało być.
Samochody wyglądają świetnie, tory już nie są tak dopracowane. Znam mniej więcej możliwości graficzne PSP, ale zdaje się, że nad niektórymi torami programiści spędzili zdecydowanie mniej czasu. Te niedopracowane przypominają tory z „Ridge Racera”, bo wieje na nich księżycową pustką, zwłaszcza w kategorii „Real Circuits”, które są podobno odwzorowaniem prawdziwych, istniejących na Ziemi tras.

Infineon Raceway nie przygniata liczbą szczegółów
W GT Portable możemy się ścigać na trasach znanych z poprzednich części gry wydanych na stacjonarne konsole, osobiście cieszą mnie „Deep Forest” i „Grand Valley”. W sumie tras jest 35 i można je odpalić wspak, więc tak jakby było 70, a to naprawdę jest bardzo dużo. Oprócz asfaltowych uciech mamy możliwość ścigania się w trybie dirt/snow, który jest bardzo trudny dla przeciwników elektronicznych oraz osób, które uważają, że odbijanie się od band to grzech.
Wrażenia z jazdy
Pierwsze co rzuca się w oczy po odpaleniu wyścigu, to niebieska linia pokazująca najbardziej optymalny tor jazdy. Kolorem czerwonym proponuje hamowanie przed zakrętami. Szybko przekonacie się, że warto na te sugestie przystawać.
Magiczna wstęga ma jeszcze jedną przydatną opcję - można ją wyłączyć. I tu mi się przypomina kolejny mankament gry, może się czepiam, ale podczas pauzy nie mamy dostępu do żadnych ustawień. Chodzi mi nie tylko o wyłączanie wspomnianej linii edukacyjnej, również o ustawienia poziomu dźwięku i muzyki podczas gry. Może to niewielki minus w porównaniu do braku trybu kariery, ale nie ma trybu kariery i będę się czepiał! Zdrajcy!
A propos, może niektórzy gracze nie wiedzą na czym ten tryb polegał, więc wesoło śpieszę z tłumaczeniem. Tryb ten to masa możliwości, które przykuwały do konsoli na godziny: samochody można i trzeba było sprzedawać, wyścigi mogły być wieloetapowymi tournamentami albo np. wyścigami aut zabytkowych. Do pojazdów można było dokupować udoskonalenia silnika, opony, nowe skrzynie biegów itp. pokrótce uprawiać tuning. Każda zainwestowana w pojazd suma zwracała się w wygranych wyścigach. Rozwijało się swoje samochody równocześnie z umiejętnościami jazdy i płynęła z tego niesamowita radość. Gra sprawiała wrażenie żywej i wersji Portable nie reanimuje tutaj nic, nawet ten śmieszny Challenge Mode. A właśnie, czy wam ta mapka nie przypomina dziecięcego dywanu do zabawy resorakami?

Gdzie jest słonko kiedy śpi? Pewnie pod pachołkiem.
Wykastrowane trybu kariery z GT Portable uraczyło nas przedszkolem kierowców zwanym „Challenge Mode”. To takie miejsce, gdzie można doskonalić swoje umiejętności zarabiając przy tym kasę i już na samym początku gry zdecydowanie opłaca się tam zajrzeć. Jednak wraz ze wzrostem poziomu trudności przedszkole zmienia się w politechnikę i chciałbym zobaczyć czy komuś udało się zdobyć wszystkie złote medale. Na pewno jest ktoś taki, więc gratuluje mu umiejętności i wytrwałości. Dziwi mnie jednak fakt, że zrezygnowano z trybu zdobywania licencji, tak jak w poprzednich częściach. Wiem, że był to jeden z trudniejszych i najbardziej wkurzających momentów w grze, ale w wersji przenośnej można zdobyć licencję S i oprócz zarobionych przy okazji kredytek nic to nie daje.
Model jazdy
Każdy pojazd ma swoje parametry, i jak to na GT przystało, na drodze zachowuje się inaczej. Na prowadzenie samochodu widoczny wpływ mają zastosowane opony czy nawierzchnia, po której suniemy. W skrócie, wyśmienity i dopracowany model jazdy z poprzednich części został zaimplementowany do wersji przenośnej, co niezmiernie cieszy. Oponentów na torze zawsze mamy trzech, w tym jeden z nich jest liderem i nie pałając do niego sympatią, chrzcząc go przydomkiem "cwaniaka", staramy się go mieć za sobą, zwłaszcza na ostatnim okrążeniu. Liczba zawodników komputerowych jest zapewne ograniczona możliwościami obliczeniowymi konsolki, ale w zupełności wystarcza.

Zielony cwaniak na czele, czerwonego frajera się zaraz wyoutuje. Czekaj, czekaj, Lap 2/2?
Iloraz inteligencji komputerowych kierowców sprowadza się do ortodoksyjnego stosowania zaleceń magicznej wstęgi i nie mam pojęcia jak to się dzieje, że czasem się wyprzedzają, w końcu jadą jeden za drugim. Oczywiście zniszczeń samochodu nie ma, można przywalić w bandę jadąc 300km/h, po czym wycofać i jechać dalej. Zatem wszelkiego rodzaju oszustwa jak odbijanie się od band i ścinanie zakrętów obcierając przeciwników nadal są dozwolone. Moja ulubiona taktyka na zdobycie czołowej pozycji to desperackie przywalenie w hamujące przed ostrym zakrętem wehikuły konkurentów. Przy odrobinie szczęścia można wykoleić kogoś w piach bądź wyoutować dwóch przeciwników na raz. Tak, GT ma podtytuł real driving simulator.
W grze możemy odpalić tryb multiplayer ale jedynie poprzez Ad-Hoc i pościgać się z maksymalnie 3 kolegami. Ciekawą sprawą jest to, że w takich wyścigach nadal zarabia się kasę, mimo wszystko nie ma rewelacji. Razi brak trybu online, czy choćby możliwości umieszczania swoich wyników w tabelach rankingowych, którą przyzwoicie by było zapakować do gry wydanej w 2009. Przez połączenie bezprzewodowe możemy wymieniać się z kumplami swoimi samochodzikami, lecz mnie to osobiście nie bawi.

Ach te wieśniackie diody..
Animacja gry działa płynnie, nie zauważyłem nigdy żadnych zaciachów, trzyma poziom 60 klatek na sekundę, jak się patrzy. Poza tym gra zaskakuje najdłuższym draw distancem jaki widziałem w wyścigach na PSP! Chodzi mi o to, że widać dużo przed i za, że powietrze jest przejrzyste jak łza, że nie otula wszystkiego mgła! (miau, to fakt). Czasem jednak dostrzec można migające białe piksele, którymi żółci bracia kleili tekstury. Na jednej z tras w lusterku wstecznym zauważyłem, że nie widać ścian tunelu tylko jakieś szare obiekty. Mam nadzieje, że ktoś popełnił za to sepuku. Jeśli tak, to na pewno był to facet odpowiedzialny za dodanie filtrów wygładzających, bo zdecydowanie ich brakuje i niektóre obiekty na torach wyglądają jak stado latających synchronicznie much. Ale dość zrzędzenia, graficznie gra prezentuje się jak mniej urodziwa siostra GT 4 na PS2 czyli bardzo dobrze.
Dźwięk
Ryk silnika Ferrari wydobywający się przez wybite śrubokrętem dziurki prowadzące do głośniczków PSP nie wywołuje ciarek. Ale i tak jesteśmy zadowoleni, że Polyphony Digital udostępniło swój folder samochodowych dźwięków również wersji Portable. Chwali się też to, że tak jak w poprzednich częściach serii można zmieniać biegi na słuch. No co, przecież mogli to w wersji na PSP skopać. A propos, przypominam, że nauka obsługi skrzyni manualnej w grze zwraca się w zwiększeniu przyśpieszenia na zakrętach, względem wirtualnych rajdowców. Muzyka podczas wyścigu przygrywa różna, głównie elektroniczna, czasem gitarowa, zawsze rytmiczna i pasująca do wyścigów. Przynajmniej taka mi się wydawała, dopóki nie odkryłem, że można słuchać własnych mp3 z karty podczas jazdy, a to kolejny plus.
Podsumowanie
Jestem fanem serii i w kieszonkową wersję gram, jest naprawdę wciągająca. Zaimplementowany model jazdy sprawia frajdę, choć wymaga opanowania wielu technik pokonywania zakrętów, właściwej redukcji biegów i sposobów odbijania się od bandy, przez co uczy rzeczy przydatnych nie tylko w serii GT. Po graniu przez dwa dni z rzędu nie polecam wsiadania za kółko, zwłaszcza gdy się przy tym zarywało noce. Jak na serię przystało, to i w wersji kieszonkowej możemy poczuć się jak James Bond, który podróżuje po pięknych zakątkach świata i ściga się najlepszymi brykami. Dostając wyczekiwaną 5 lat wersję Gran Turismo na PSP nie powinniśmy czuć się zawiedzeni. Jednak brak trybu kariery sprawia, że żywotność tytułu drastycznie spada. Według mnie jest to znakomity tytuł dla fanów serii nie posiadających najnowszej konsolki Sony, którzy grając i czując niedosyt, będą chcieli sobie sprawić PS3. Może to na tym miało polegać, taki „hłyt mahetingowy”? Jeśli tak to jestem podwójnie wk..zdenerwowany. Jeśli stacjonarna wersja Gran Turismo to encyklopedia motoryzacji, to wersję przenośną można przyrównać do leksykonu, bo gra jest przyzwoita, trzyma poziom ale mogło być zdecydowanie lepiej.
+ Wciągająca
+ Model jazdy
+ Grafika
+ Dużo tras i aut
- No Career Mode (BRAK! ..TRYBU! ..KARIERY!)
- Brak trybu online
- Brak czegokolwiek co zastąpiłoby brak trybu kariery






Odpowiedzi
Ścigałek nie lubię więc o
Antares - 25 listopad, 2009 - 00:58Ścigałek nie lubię więc o grze się nie wypowiem ale mam kilka uwag do recenzji:
1) Co za bzdura, że w 95 roku PC mieli tylko zamożniejsi. PC to już komputery 286 i 386, a w 95 roku 486 miał chyba każdy. Przecież było to już 2 lata po wprowadzeniu wśród procesorów marki Pentium ._.
Tekst brzmi trochę jak przepychanki amigowych i pctowych fanbojów na łamach działu listy z pisma Secret Service
2) Saturn nie padł bezpośrednio z powodu wydania tych kilku hiciorów na PSX. Problemem konsol Segi zawsze była dziwna polityka względem wydawania gier oraz specyficzna architektura. Innymi słowy: Sega miała swoich developerów, którzy przenosili na Saturna arcade'owe megahiciory pokroju Virtua Fighter, a totalnie olewała 3rd party developers. Rezultatem był zwyczajnie niedobór gier (ale i tak było ich więcej niż na Nintendo 64 :P ), Sony rozdawało licencje na lewo i prawo i dzięki temu wiele niezależnych grup developerskich mogło na ich konsole stworzyć hiciory. Poza tym na PSX po prostu łatwiej się pisało gry.
ohaider! dzięki za słuszne
kwikam - 25 listopad, 2009 - 19:15ohaider! dzięki za słuszne uwagi do mojej recenzji GT FO. Teraz oddalę się do mojej samotni by je przemyśleć w zaciszu.
O tak, lekcja historii sie
hatebreed3r - 25 listopad, 2009 - 22:10O tak, lekcja historii sie przydala, szkoda tylko ze na koniec recki nawet nie pamietalem ze bylo cokolwiek o Saturnie wspomniane ;) Tekst jest naprawde dobrze napisany, nawet nie znalazlem zadnej literowki ! ;) Spodobal mi sie poczatek, no i to nieuciazliwe ale szczere poczucie humoru, I like it.
A co do gry - uwazam ze odciecie trybu kariery i wprowadzenie "losowych" dealershipow spowodowalo masakryczny spadek radosci z grania. Ilez mozna jezdzic w kolko samochodami (nawet po 70 trasach), zbierajac siano i czekajac az wreszcie sie pojawi to **** Enzo.
Jestem fanem serii GT i uwazam ze po 5 latach obiecywania mogli zapodac czyms lepszym, czyt. wywalic auta ktorych nikt nie kupi (bo i tak oszczedzasz na bolidy za 8 milionow) i w to miejsce dac kariere. No i brak jakiegokolwiek tuningu. Dajcie spokoj. Mimo ze na poczatku gralem jak napalony dzieciak, pozbieralem fury ktore mnie interesowaly, pojezdzilem dzien - dwa i mi sie znudzilo pykanie, niestety. Moze kiedys wroce do tytulu.
Zgadzam sie z ocena. Fajnie sie gra, ale nie za dlugo.
No brak trybu kariery jest do
zwierzak526 - 26 listopad, 2009 - 20:24No brak trybu kariery jest do d***..do bani :/, a jak po przeczytaniu tej recenzji dowiedziałem się, że nie ma trybu online.., poczułem się oszukany przez producenta i mase zółtków jak to określiłeś w tekście:/.Wkurzające jest też to, że samochodów jest 800, a zmieniają się co 2 dni, już lepiej gdyby się je odblokowywało.Siedziałem 3 godziny żeby zarobić na subarke powtarzając ten sam wyścig i drugie 3 żeby ją kupić...Brak Tuningu też dobija, chociasz są wersje przerobione wybranych aut.Teks jest śmieszny, recenzja dobra, noi IMHO gra jest niezła jak na wyścigi, które wychodzą na PSP(nie wliczam "Midnightclub'a" i "MotorStorm'a").Ja bym dał 75%, lub nawed80% ale widać, że brak trybu kariery Cie dobił...wyrazy współczucia..
wiesz co gra jak na wyścigi
kwikam - 27 listopad, 2009 - 09:04wiesz co gra jak na wyścigi na PSP jest bardzo dobra, fajnie się śmiga i tym bardziej mnie wku..a fakt wiadomo czego.. taka zmarnowana szansa..
Gra wymiata chyba najlepsza
HUNTED - 29 listopad, 2009 - 13:19Gra wymiata chyba najlepsza samochodówka na PSP super sie steruje i modele aut naprawde super odwzorowane!
Mam to w D... w czterech
Szymaskus - 30 listopad, 2009 - 18:21Mam to w D... w czterech literach.
nie dość że symulator (niby) to jeszcze brak trybu kariery!!
Mam GT 4 i jest ono do wiadomo czego.
A tu jeszcze taki ważny element ucięli.
to tak jakby uciąć facetowi j... przyrodzenie.
Jak dla mnie najlepszą ścigałką na PSP jest MotorStorm Arctic Edge.
Zdaje się, że ,,naprawdę''
kuabkoza6191 - 29 listopad, 2009 - 13:57Zdaje się, że ,,naprawdę'' pisze się razem, a nie osobno...Parę takich błędów w recenzji się znalazło...
Dzięki kuabkoza6191. Fixed.
G4tsu - 29 listopad, 2009 - 14:12Dzięki kuabkoza6191. Fixed. Czasem niestety zdarzą się coś przeoczyć.
Dodaj nową odpowiedź