Jesteś nie zalogowany. Stwórz konto lub zaloguj się!
rss psp-team
Strona głównaForumRedakcjaKontakt

Na starcie wita nas prosty opening charakterystyczny dla klasycznych gier jRGP (Suikoden, Legend of Mana), w których na początku widać śliczne, mangowe artworki. Coś tam się pokazuje, brama się otwiera i naszym oczom ukazują się główni bohaterowie. Ich widok jest pierwszą oznaką, że coś tu nie gra. Postaci składają się z dosłownie kilku pikseli. To jakieś jaja, czy co? Nie, to Half Minute Hero! A jaja to dopiero będą!

 


Gra Half Minute Hero wita nas nietypową jak na nasze czasy grafiką i prezentacją. Cały tytuł jest celowo stylizowany na wzór szesnastobitowych, japońskich RPG (Final Fantasy 4 itp.). Ktoś się zapyta "Po co"? Odpowiedź jest jedna. Half Minute Hero jest swojego rodzaju parodią tamtych gier. I to naprawdę udaną! Produkcja sprawia wrażenie ubogiej, jednak to kolejne misterne oszustwo, gdyż pod przykrywką tych kilku olbrzymich pikseli ukryta jest ogromna ilość świetnej zabawy i humoru. Ale może po kolei.

 

W głównym menu możemy rozróżnić kilka pozycji. Mamy tutaj tryb "Story", Ad-Hoc, opcje, bonusy itp. To co zwykle. Nie ma tu się zbytnio nad czym rozpisywać, więc wchodzimy do trybu opowieści. Ukazuje się nam nie jedna, nie dwie, ale aż 6 różnych kampanii. Na starcie dostajemy dostęp do pierwszych trzech, a pozostałe zdobywamy po ich ukończeniu. Od samej góry tryb "Hero 30", który jest główną i najdłuższą kampanią w grze. Wybieramy imię dla naszego głównego bohatera. Dodam tylko, że jego standardowe imię to "Hero" (nie ma to jak kreatywność Japończyków). Rozpoczynamy naszą historię. Powoli przewija się przed nami jakieś nudne wprowadzenie z masą tekstu z którego nic nie wynika. Na szczęście można to przewinąć. Lądujemy naszym bohaterem na mapce rodem z Final Fantasy. Widać zamek, jakieś miasteczko, ocean. Ogólnie przyjemna okolica. Gra znowu zasypuje nas masą tekstu, tym razem pod pretekstem tutoriala. Jak już znowu przewiniemy tę gadaninę (serio, kto to czyta?) to widzimy jak nasz podróżujący Hero, dotarł do zamku jakiegoś królestwa w poszukiwaniu questów do wykonania. Spotykamy króla, który w czasach niedoboru bohaterów odnalazł w nas nadzieję, na pozbycie się dwóch potworków panoszących się po okolicy. Teraz wyposażeni w ekwipunek godny prawdziwego wojownika (czyli szmaciane ciuchy i gołe pięści) idziemy rozprawić się z monstrami. Nareszcie możemy zapoznać się z właściwą rozgrywką.

 

 

Tryb Hero 30 to mniej więcej uproszczony RPG. Poruszamy się po mapce świata, możemy maszerować lub biegać po okolicy, wchodzić do różnych lokacji typu wioska lub zamek, walki zdarzają się losowo i przenoszą nas na ekran z widokiem od boku. Tutaj cała potyczka dzieje się niemal automatycznie. Z lewej nadbiega nasz bohater, z prawej potwory. Wszyscy razem wbiegają na siebie i odbijając się "obrywają". Władzę mamy jedynie nad sprintem oraz używaniem przedmiotu leczącego (czasem znajdziemy jeszcze jakiś specjalny itemek). Naraz możemy nosić tylko jeden przedmiot. Po przebiciu się przez potwory, wracamy na mapę i idziemy dalej. To na razie tyle. Po pokonaniu dwóch potworków, idziemy odwiedzić króla. Podczas naszej rozmowy pojawia się zły "Hackein" - jeden z lokalnych Evil Lordów. Znalazł się on w posiadaniu zaklęcia, które w 30 sekund unicestwia świat! Właśnie w tym momencie do gry dochodzi tytułowe "pół minuty". Otóż naszym głównym zadaniem okazuje się powstrzymanie Evil Lorda od zniszczenia świata. Zaklęcie zostało wypowiedziane - licznik ruszył! Gra teraz nabiera tempa, ponieważ aby ocalić świat musimy unicestwić Evil Lorda przerywając tym samym rzucanie zaklęcia. Ruszamy do boju! Walczymy z miejscowymi potworami, nabijamy level, leczymy się w pobliskim miasteczku i... zabrakło nam czasu! Świat został zniszczony. Ale co to? Światło? Naszym oczom ukazuje się ukryta w blasku postać. Time Goddess (kolejne oryginalne imię) - Bogini Czasu. Okazuje się, że posiada ona moc manipulowania czasem i cofa nas o 30 sekund, do momentu wypowiedzenia zaklęcia. Hurra! Dostaliśmy drugą szansę! Szybko dobijamy level jeszcze troszkę i z impetem wbiegamy do zamku Evil Lorda - Hackein'a. Rozprawiamy się z nim w mgnieniu oka, spuszczając mu manto i w pełnej chwale ratujemy świat. Podziękowania oraz napisy końcowe. Dziękuję za grę, do zobaczenia.

 

 

Eee... Zaraz, chwila. Czy aby nie za szybko? Bogini Czasu przywołuje nas do porządku informując, że Hackein mimo klęski i tak nieźle namieszał. Otóż okazuje się, że swoje pół minutowe zaklęcie unicestwienia świata rozesłał innym lokalnym Evil Lordom. Naszym zadaniem staje się pokonanie pozostałych złych władców, którzy zdecydują się unicestwić świat w kompleksowym czasie 30 sekund.

Pierwsza misja wprowadziła nas właśnie w świat Half Minute Hero. Po mapie świata podróżujemy do kolejnych lokacji, na których naszym zadaniem jest pokonać kolejnego Evil Lorda. Każdą planszę przechodzimy według poznanego już schematu. Musimy szybko nabić odpowiedni level, czasem zdobyć nowy ekwipunek w celu podniesienia statystyk, odnaleźć drogę do zamku i powstrzymać Evil Lorda. Tyle. Wszystko jest jasne i przejrzyste. Ale żeby nie było zbyt różowo to zawsze musi się znaleźć haczyk. Pierwszy poziom, jak to na początek przystało, nie był wymagający. Za to reszta to już inna śpiewka. Szybko wychodzi na jaw, że sednem gry jest nie tylko nabicie odpowiednio wysokiego levelu, ale także odnalezienie drogi do zamku Evil Lorda. Biegamy po mapie, gadamy z ludźmi i rozwiązujemy proste zadania. Te pozwolą się nam dostać do naszego celu - zamku z bossem. Ale co to są za questy! To jest właśnie najmocniejsza strona gry. Plansz mamy trochę ponad 40, na każdej z nich po kilka różnych zadań. Sposobów do osiągnięcia celu jest co najmniej kilka, w dodatku są one bardzo różnorodne. Czasem musimy pomóc jakiemuś kolesiowi znaleźć narzędzie do pracy, a ten w zamian wybuduje most, po którym dostaniemy się do zamku. Innym razem musimy odnaleźć zaginioną córkę farmera, która zabłądziła w jaskiniach. Ta w podzięce zdradzi nam tajne przejście przez góry. To tylko najprostsze przykłady. Z czasem zadania, które na nas czekają są coraz bardziej wymyślne i zaskakujące. W jednej planszy Evil Lord jest bardzo silny i wymaga nabicia wysokiego poziomu. Tylko jak tu nabić level, jeśli w całej krainie nie ma ani jednego potwora? A dodam, że zawsze startujemy od zerowej liczby doświadczenia, bo według Bogini Czasu jest to skutek uboczny cofania się o pół minuty. Z kolei w innej planszy możemy połazić po mapce, odzyskać skradziony żagiel, nazbierać kasę i wynająć statek. Lub też, jeśli mamy taką ochotę, możemy wybrać drogę okrężną i walczyć z bardzo silnym owadem. Ten jednak może paść po jednym ciosie, jeśli jako broń założymy packę na muchy. Pokonanie go od razu nabija nam 19 poziom i możemy walczyć z Evil Lordem. Inny sposób przejścia planszy owocuje czasem rozwidleniem ścieżki na mapie świata, odblokowaniem nowych plansz i zdobyciem innych przedmiotów. Jeśli będziemy chcieli znaleźć je wszystkie, będziemy zmuszeni przechodzić plansze wielokrotnie. Ale one i tak się nie zbyt szybko znudzą, ponieważ szukanie rozwiązania to istna przyjemność.

 

 

Niestety nie mamy zbytnio czasu się nimi delektować, bo czas bez przerwy nam ucieka. Kiedy minie żelazne 30 sekund - koniec gry. Musimy zaczynać poziom od początku. Na szczęście (albo raczej nieszczęście) jest nasza Time Goddess. Po promocyjnej prezentacji swoich umiejętności w pierwszej planszy towarzyszyć nam ona będzie przez resztę gry. Spotkać ją możemy w wioskach i miasteczkach przy jej posągach. Modląc się do niej resetuje nam ona licznik. Miło z jej strony, prawda? Nic z tych rzeczy! Okazuje się, że nasza "Bogini" jest mistrzynią złotego interesu i jedyną wartością jaką w życiu wyznaje, nie jest dobro świata ,a pieniądze. Ten wredny babsztyl owszem, cofa nam czas, ale za każdym razem pobiera za to opłatę. Na początku każdego poziomu jest to 100 jednostek złota. Każda następna "usługa" jest droższa. To straszne skąpiradło nie odpuści. Nie masz pieniędzy - trudno! Umieraj razem ze światem. Myślisz, że przesadzam? A co powiesz na taką sytuację? Nabijasz level na trudnej mapie. Ciężko uzbierane pieniądze wydajesz na nowy ekwipunek i na modlitwę do Bogini. Znowu nabijasz level i kasę, bo musisz mieć zapas czasu na walkę z Evil Lordem. W końcu musisz się porządnie przygotować. Z ledwością uzbierałeś pokaźną sumę. Pozostała Ci zaledwie sekunda i z ledwością zdążyłeś wejść do najbliższej wioski (po wejściu do lokacji czas się zatrzymuje). Okazuje się, że nie wystarczy Ci kasy na modlitwę, bo ta znowu podrożała. Nie zdążysz już nazbierać więcej. Jednak Bogini oferuje ci wspaniałą "okazję" wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji. Postanawia ona, że zabierze Ci całą kasę i część ekwipunku. Nie pozostaje nam nic jak tylko się zgodzić. Na szczęście mamy na tyle wysoki poziom, że damy radę i z połową naszej zbroi. Idziemy do zamku, walczymy z Evil Lordem. Już mamy wygrywać gdy cała walka się zatrzymuje. Pojawia się Time Goddess i mówi, że się rozmyśliła i postanowiła zabrać nam CAŁY ekwipunek. W środku walki! Tej walki! Z Bossem planszy! To już normalnie skandal! Zostawiła nas baba wstrętna w samej bieliźnie. Nie dość że skazała nas tym na śmierć, bo nam statystyki spadły to jeszcze naraziła nas na powszechne pośmiewisko. Przeklinając pod nosem musimy zaczynać poziom od początku.

 

 

Rzadko się zdarza gra, która tak nabija się z gracza. Incydent z Boginią to nie jedyny prztyczek w nos gracza. Takich akcji jest więcej. W dalszej części kampanii dochodzimy do planszy, w której aby zdobyć przepustkę na przejście do Evil Lorda, musimy zarobić kupę kasy. Możemy żmudnie pracować, albo podstępem oszukać właściciela przejścia. Jednak ta druga możliwość, choć łatwiejsza owocuje tym, że w następnej planszy właściciel zjawia się wraz z ochroniarzami i kończy naszą grę, wywala nas do głównego menu i niezapisany stan gry przepada. Masa niepotrzebnego tekstu, który celowo ma nas zirytować, czy napisy końcowe po każdej planszy to kolejne takie smaczki.

Teraz może o pozostałych trybach, które są raczej dodatkiem do Hero 30. W trybie "Princess 30" dostaliśmy szybką strzelankę. Polega ona na tym, że księżniczka Princess (i kolejne ambitne imię) w aucie otoczona oddziałem żołnierzy wyjeżdża z zamku i wykonuje proste zadanie. My kierujemy całą tą ferajną strzelając na wszystkie strony do różnych potworów, które nas atakują. Tutaj motyw 30 sekund także jest obecny. Otóż mieszkańcy zamku strasznie boją się potworów i nie chcieli w ogóle otwierać bramy. Zgadzają się otworzyć ją jedynie na pół minuty. Jeśli w tym czasie nie zdążymy, to zamykają nam bramę przed nosem i zostawiają na pastwę losu. Tutaj również nasza znajoma Time Goddess znalazła sposób na zarobienie sporej kasy. Na naszej trasie rozłożyła czerwone dywany, gdy na taki najedziemy, w zamian za złoto Bogini dodaje nam do zegara parę sekund.

Kolejnym trybem jest "Evil Lord 30" w którym gramy Beautiful Evil Lordem (tak się nazywa jeden z Evil Lordów). Ta kampania z kolei to namiastka gry strategicznej, w której przywołujemy potwory. Musimy je tworzyć na zasadzie gry "Papier, nożyce, kamień". Mamy trzy rodzaje kreatur i trzy rodzaje wrogów. Każdy rodzaj potworków jest w stanie zabić jeden rodzaj wroga, od innego ginie i jest neutralny w stosunku do ostatniego. Nasza nieodłączna Time Goddess pojawia się także tutaj. Nasze 30 sekund uzupełnia po podejściu do złotego posążka z jej podobizną. Tym razem jednak zabiera nam zawsze całe złoto, jakie mamy (skąpa bestia jedna).

 

 

Po przejściu tych trybów odblokowujemy "Knight 30", w którym musimy eskortować wróżkę do miejsca składania zaklęcia w celu zniszczenia potworów, oraz dodatkową kampanię dla Hero.

Dodam jeszcze, że cała gra Half Minute Hero jest jedną z najśmieszniejszych produkcji w jakie grałem. Już dawno nie widziałem tylu zabawnych tekstów i postaci (rozdarty emocjonalnie Evil Lord rządzi), które wywołują niesamowitego banana na twarzy. Tytuł śmieszy nas zabawnymi sytuacjami, a także nietypowymi potworami w stylu "koto-węża" z absurdalnym wyglądem. Sama gra śmieszy też stylistyką. Wygląda jak produkcja i jeszcze potrafi to obrócić w żart. Za przykład niech posłuży tutaj galeria, w której teoretycznie obrazki w wysokiej rozdzielczości były inspiracją do rozpikselowanych sprite'ów postaci. Ktoś w to wierzy?

Co do oprawy graficznej, to wspomniałem, że jest w stylu starych RPG. Sprite'y rodem ze SNES'a, rozpikselowane plansze o dziwo robią wrażenie. Zostały dobrane starannie i pozwalają się idealnie wczuć w oldschool, który z tej pozycji emanuje. Ja osobiście jestem maniakiem starych gier i Half Minute Hero pod tym względem trafił w mój gust idealnie. Bo przecież grafika w grze to niewykorzystanie najnowszej technologii i dodawanie coraz większej ilości detali. Cała ta retro-otoczka jest jeszcze dopieszczana wprost wspaniałą muzyką. Dynamiczne kawałki brzmiące jak ze starej konsoli, przemieszane z rockowymi brzmieniami elektrycznej gitary posiadają niesamowitą magię. Wprost nakręcają i tak już dynamiczną zabawę.

 

 

Half Minute Hero jest grą wbrew pozorom dość obszerną i ciekawą. Mamy sporo do roboty, możemy poszczególne plansze powtarzać na różne sposoby i śrubować rekordy. Gra po prostu bawi i daje dużo radości. Jest co odblokować, można zmierzyć się z kumplem. Kasy wydanej na Half Minute Hero na pewno nie pożałujesz.

Plusy:

+ Humor
+ Różnorodne questy
+ Grafika i muzyka
+ Kilka gier w jednej
+ Wałkowanie gracza

Minusy:

- Grafika nie dla każdego
- Schematyczne nabijanie leveli

Ocena:
85%
Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

Odpowiedzi

Portret użytkownika Mycha93

No oni przynajmiej wiedzią co

No oni przynajmiej wiedzią co w sobie miał NES/Pegazus ;( (piękne czasy)

Portret użytkownika tomol6

Cóż, z oceną się zgodzę, ale

Cóż, z oceną się zgodzę, ale czy ty w ogóle wiesz co to znaczy english? Story jest zupełnie inne niż mówiłeś, bogini czasu, chce ci pomóc, ale chce z tego mieć kasę, OK ALE:
-Bogini jest ciągle z tobą, nie tylko w wioskach, tam są jej pomniki
-kasa na modlitwe nie wzrasta 2 razy tylko o 100g!
- Z tekstu na początku wynika wiele, użyj słownika jeśli na serio nie umiesz angielskiego (rozumiem, nie wszyscy polacy znają ten język)
- Np. pan JA czytał ten samouczek, tak w ogóle nie musisz go czytać przed grą masz możliwość wł/wył go
-itp.
A tak na serio żebym nie był zgrzędny (może mnie troche poniosło, bo się wkurzyłem że mi mirror's edge nie działa), to niezła recenzja, tylko o story mówisz głupoty :). Ocena uczciwa, screeny ładne itp. itd.
PS: na youtube robię let's play half minute hero, moje konto: tomol6

Portret użytkownika Burgund

Nie wiem z jakiego powodu się

Nie wiem z jakiego powodu się tak unosisz, ale zapewniam Cię, znam angielki bardzo dobrze. W miejscach, gdzie pisałem o przewijaniu tekstu chciałem naświetlić "żart" z gracza, który polega na zasypywaniu go nadmierną ilością tekstu, bez którego gra może się obyć. Widać tego nie chwyciłeś. Co do fabuły, to przecież recenzja nie ma być dokładnym tłumaczeniem fabuły, tylko szybkim przedstawieniem co się mniej więcej dzieje. Zbyt szczegółowego opisywania fabuły się unika aby nie psuć graczom przyjemności z jej odkrywania. Takie nadmierne wałkowanie warstwy fabularnej podchodzi pod spoilery, a tych się z reguły unika.
P.S. Widziałem Twoje filmiki. Bardzo fajne. Taka mała rada na przyszłość: aby nagrywać dźwięk w dobrej jakości, podłącz PSP do kompa kablem jack do wejścia liniowego. 

Portret użytkownika zydel

Ciekawe..

Ciekawe..

Portret użytkownika tomekred

Mi tu brakuje dokładniejszego

Mi tu brakuje dokładniejszego opisu trybu multi - jak wygląda, na czym polega, czy to są te same tryby co w singlu czy jakoś inaczej. Byłoby miło, gdyby recka została o to uzupełniona, bo multi to ważna rzecz jeśli jest dostępna (nawet jeśli to ad-hoc).

Portret użytkownika Burgund

Juz zaplanowałem stosowny

Juz zaplanowałem stosowny suplement do tego zagadnienia, ale z przyczyn technicznych nie byłem w stanie przetestować multiplayera.
Oczywiście przy najbliższej okazji uzupełnię recenzję.

Portret użytkownika tomekred

Z niecierpliwością czekam na

Z niecierpliwością czekam na ten suplement :)

Portret użytkownika Viper_PL

Świetna recenzja skusiła mnie

Świetna recenzja skusiła mnie do odpalenia gierki xD

Portret użytkownika arc

pograne troche, ogólnie to

pograne troche, ogólnie to gra już na początku (przy czym tytuł gry, tudzież pierwsza rozgrywka może wprowadzić w błąd) zapowiada godziny spędzone nad grą. Osobiście jestem zdania, że parodiując stare 8bitowce mogliby użyć bardziej perfidnego, brudnego humoru :) gra tak czy tak nie będzie zrozumiana przez młodsze pokolenia, więc nie trzebaby ich chronić przed tego typu zabiegiem :) prawie upuściłem PSP ze śmiechu kiedy podczas filmiku tytułowego wprowadzającego do title screenu z ogromnej bramy wyszły 10cio pikselowe postacie niczym power rangersi. dopiero w tym momencie naprawde można zrozumieć co mieli na celu twórcy. mimo wszystko gra robi się troche monotonna juz po pierwszych etapach.

gra - ok