Jesteś nie zalogowany. Stwórz konto lub zaloguj się!
Strona głównaForumRedakcjaKontakt

Budzisz się w ciemnym pomieszczeniu z tępym, pulsującym bólem głowy. Nie możesz się ruszyć, jesteś przywiązany do krzesła. Wrzeszczysz. Oślepiający rozbłysk załączającego się ekranu ukazującego głowę zrobionej przez psychopatycznego artystę kukły. Z syczących głośników starego telewizora rozlega się mrożący krew w żyłach, zniekształcony, leniwy bas. „Witaj". Ruchoma część twarzy kukły prawdopodobnie miała ruszać się w rytmie wypowiadanych słów.

 

„Obserwowałem Cię.."
„Nie jesteś dobrym człowiekiem."
„Dlatego zasługujesz na surową karę, którą zamierzam zaraz Ci wymierzyć."
Szarpiesz się przymocowany do krzesła.
"Wszystko jednak zależy od Ciebie i możesz kary uniknąć. "
„Musisz zagrać w moją grę."
„I ją skończyć."
„Mwaahahahahahaahahahhaha!!!!”


Schizofreniczny śmiech echem kołacze się po ścianach lochu. Pordzewiała lampa nad Tobą zapala się, a Ty stwierdzasz, że dzierżysz w przytwierdzonych stalowymi klapami do krzesła rękach PSP. Na ekranie widnieje wesoły napis:



LocoRoco Midnight Carnival!!!





Nie jest tak źle, myślisz sobie. W końcu drugą część LocoRoco można przejść w pół godzinki, jednocześnie przechodząc "jedynkę" stopami!

No... może przesadzam, ale wg. mnie poprzednie LR zostało zaprojektowane dla grzecznych pociech, od których tatuś czasem wziął PSP (pokaż pokaż) i zyskał respekt dziecka znajdując niewidzialną ścianę. Kolejna część relaksacyjnego przepychania śpiewającej kulki przez przyjazne poziomy… No może dalej robiło się trudniej, ale tylko spójrzcie jak one uroczo śpiewają…

Fabuła jest taka (ej... "fabuła"), że wesołe, bezradne bobki zostały schwytane przez wschodnich braci MuiMui czyli czerwonych BuiBui w pułapkę. Tak, tak, pułapkę, jak Ty drogi graczu. Trzeba tu napomnieć, że Midnight Carnival nie jest pełnoprawnym tytułem, składa się z 16 poziomów - na pełną wersję to za mało, na demo za dużo. Jest, jak to ostatnio często bywa, czymś skleconym na potrzeby premiery PSP Go. Zatem - 16 poziomów i jesteś wolny!

 


 

Nasi bohaterowie w pułapce nikczemnych BuiBui-ów. Jeszcze nie wiedzą, że będą nabijani na kolce bądź zjadani żywcem.



Gra z pozoru jest taka jak poprzednie: kolorowa, pełna uśmiechniętych buziek. HA! Przejdźmy do sedna. W nowej odsłonie postanowiono wzbogacić fizykę gry o system skoków dumnie nazwany "boing". Umożliwia on kuleczce odbijanie się na większe wysokości, od ścian tudzież sufitu, przyspieszanie w wąskich tunelach i tworzenie tzw. Boing Combosów. Wejście uśmiechniętego woreczka w stan "boing" reprezentowane jest przez sunącą za nim kolorową smugę wzbogaconą uroczymi kwiatkami, co wygląda dość efektownie. I możesz w to nie wierzyć, ale przez ten element gra diametralnie zmieniła swój charakter. Wyzwaniem w poprzedniej wersji było ocieranie się o każdą podejrzanie wyglądającą ścianę, w celu znalezienia ukrytych łakoci zapewniających przejście poziomu z lepszym rezultatem. W nowej wersji wyzwaniem jest samo przejście poziomu i po którejś nieudanej próbie przestają Cię obchodzić frykasy, bonusy i ocena końcowa. Przesadzam? Wyobraź sobie przeprawę przez zawieszone nad przepaścią wąskie platformy oddalone tak, by możliwe było wskoczenie na nie jedynie za pomocą boing-owania. Dla utrudnienia platformy rozpadają się po dwóch dotknięciach, co wymusza zdecydowane działania. Oczywiście pod spodem czeka przepaść, której dna nie zdążysz zbadać, gdyż w locie rozszarpią Cię wylatujące znikąd dredziaste Moja. Takie wyzwanie czeka w jednym z początkowych poziomów i gdy już przejdziesz kilka następnych, będziesz się dziwił, że te platformy sprawiały Ci problemy.




To ptak? To Boeing? Nie to Boing.


Im dalej tym jest ostrzej tzn. twórcy gry postanowili wytyczyć jedyne słuszne trasy Twojego okrągłego bohatera (lol) za pomocą znanych z poprzednich części czarnych kolczastych kolczatek. I według mnie trochę przesadzili, bo wygląda na to, że te elementy nie zostały w sposób przemyślany rozlokowane tylko garściami rozsypane po planszach. Często znajdują się w miejscach, do których celowo byś musiał dojść, żeby się na nie nadziać. „Hej! A może właśnie tam są poukrywane bonusy?” Jeśli nadal masz takie myśli w głowie, to znaczy, że długo w Midnight Carnival nie grasz. Nie ma tam bonusów! Sprawdzałem! Nie dam się więcej nabrać!!




Gra jak widać, nie jest liniowa. Daje tyle alternatyw... śmierci.


Miejsca przyczajonego bonusa - ukrytego skoka zazwyczaj łatwo można zlokalizować, ale żeby się tam dostać, trzeba mieć cierpliwość tybetańskiego mnicha. Wyobraź sobie, że gdzieś zauważyłeś ukrytą platformę, do której można się dostać jedynie odbijając się od pionowych ścian. Ważna kwestia - ściany te są znacznie odległe od siebie, a w górę jeszcze bardziej się oddalają, zatem można dostać się tam jedynie techniką "Boing". Na szczęście od czasu do czasu można natknąć się na schodek, który w razie niepowodzenia zapewni nam przystanek w trakcie wspinaczki. Po 50 próbach okazuje się, że na schodek ratujący wpadasz 3 razy. W pozostałych 94% przypadków zaczynasz wszystko od nowa. Jeśli Twoja zawziętość wygra nierówną walkę z frustracją, docierasz do miejsca pełnego tych pi..ęknych różowych muszko-truskawek, a jeden z BuiBuiów daje Ci w nagrodę nie wiesz co, bo nie widać przez łzy. Na usta ciśnie się triumfalne: "W d.. sobie to wsadź!". DLA KOGO jest ta gra pytam?!

Po 80 napisie Game Over, a będziesz go widzieć przez większą część rozrywki, przychodziły mi do głowy różne myśli. Najintensywniejsza z nich to ta, żeby roztrzaskać swoje PSP. W tym natchnionym stanie umysłu wymyśliłem w ułamku sekundy następujące techniki destrukcji:

 

  • z dyni: łapiesz PSP mocno po bokach, prostujesz ręce a następnie dynamicznie zginasz je jednocześnie czyniąc głową ruch skierowany czołem w ekran pomiędzy napis Game a Over.
  • kolanko: wstajesz, PSP w wyprostowanych wyciągniętych w górę rękach, szybki ruch w dół, prawe kolano z całej siły w górę , celować w klapkę UMD.
  • "pan szczęką": tylko dla ludzi o mocnych zębach, takich jak pan szczęka z któregoś odcinka Bonda: Z wściekłą zażartością gryziesz ekran  (uwaga na ręce) i wygryzasz kawałek PSP. Wypluwasz. Repeat until PSP > 0.

 
i mój ulubiony:

 

  • "Hulk": Ze wściekłości zamieniasz się w Hulka i Twoje zielone ręce ścierają PSP w proch, następnie wbiegasz na najwyższy w okolicy budynek i wydajesz przeraźliwy ryk, od którego w okolicznych samochodach włączają się alarmy.


…10 głębokich wdechów..UF! To daje obraz tego, co dzieje się z człowiekiem grającym w Midnight Carnival. To jedyna gra która sprawi, że od napinania ze wściekłości mięśni dostaniesz zakwasów nie ruszając się z kanapy!





Los czerwonego w rękach Boinga.



Zdecydowanie dobrym pomysłem było zamieszczenie tych wpadających w ucho piosenek. Grając można je sobie podśpiewywać przez zaciśnięte zęby. Ja na przykład śpiewam tak:


Nokretyo kyedty barani miy wsko chy-ttam
Terra kooh-rna kool-ca ka-u snoo fu-spat
Jah-peeeeee o-leee!!


Zresztą, zazwyczaj długo sobie nie można pośpiewać. Często wykańczałem się po 7 sekundach od napisu „start” i nie dlatego, że grałem na planszy pierwszy raz i nie wiedziałem co zrobić.


W Midnight Carnival da się grać i poruszać po menu tylko dwoma przyciskam. Jest to celowy zabieg umożliwiający zabawę na zsuniętym PSP Go. Poziomy są tak ukształtowane, żeby nie trzeba tracić cennych sekund na rozszczepianie swojego Locosa, by przepuścić go przez jakąś maszynerię. Szkoda na to czasu, lepiej poprzyglądać się animacji wtaczających się literek, układających w napis „Game Over”.


Często udaje się wykonać wysoki/odległy skok, którego już nie można powtórzyć. Tzn. myślisz sobie "o wow, jak skieruje się takim mega skokiem tam to wskoczę od razu po bonus." Nic z tego, to był ułamek sekundy w którym Saturn, Wenus i Twoje PSP ułożyły się w jednej linii, następna taka szansa za 10 lat. Fizyka w poprzednich częściach gry nie była tak istotna jak teraz, gdy lot paraboliczny przy zmiennej osi grawitacji wymaga aptekarskiej precyzji lądowania. Dodatkowo często odnosiłem wrażenie, że ekran przechyla się zbyt wolno, jak wiemy z poprzednich części, przekręcanie PSP nie pomaga.

Gra jest wzbogacona o mini gry, które nie mają większego sensu oprócz zbierania waluty, poza tym bardzo szybko się nudzą. A po co ta waluta? Można ją wydać na czapkę dla swojego Locosa co może być odmianą, gdy setny raz przechodzisz tę samą planszę. Można też zakupić czar ochronny albo wąsy, ale i tak najwięcej kasy zostawisz u małego czerwonego pasera, który tylko czeka na to, byś przeszedł checkpoint znajdujący się w połowie każdego poziomu. W razie porażki zaoferuje Ci on 3 kontynuacje od połowy pielgrzymki za 300 Picorisów (tych much). Drogo? Kolejne kontynuacje dostępne są w cenach 500 i 1000, a standardowo zasoby gracza oscylują w okolicach 7000, więc łatwo zbankrutować. Kiedyś myślałem, że mam swój honor i nie zapłacę... Dodatkiem jest obsługa trybu Ad-hoc, która pozwala pośmigać ze znajomymi. Osobiście nie wyobrażam sobie, żebym miał sumienie kogoś na to namówić. Aha, w grze dostępny jest podgląd onlinowych tabel wyników ludzi, którzy nie mają życia, także jeśli nie masz życia to do dzieła! Wpraw Świat w niemy zachwyt!




Myślisz, że w kapeluszu będzie im mniej smakował?

 

Reasumując, LocoRoco Midnight Carnival skierowane jest do dzieci. Wiecie, tych dzieci które czasem widzimy na youtubie pod hasłem "Kompilacja rockowych solówek w wykonaniu 7 letniej Jessiki Chan" lub "5 latek gra na pianinie etiudę Chopina żonglując stopami". Taaaak… te dzieci będą Midnight Carnival zachwycone. Z pewnością jest to gra trudna, jedna z najtrudniejszych w jaką grałem. Można ją przyrównać do paczki tych oblepionym mega kwaśną posypką żelek - po którymś żelku wymiękasz, ale paczki wyrzucić szkoda, więc za jakiś czas bierzesz następnego.

Gra ma swoje dobre strony: grafika jest bardzo ładna, animacja płynna, dodatkowe efekty takie jak np. wybuchające w tle fajerwerki lub pływające po niebie gwiazdki są bardzo przyjemne i pasujące do konwencji LocoRocowego świata. Kolejnym atutem jest mnogość pomysłów zastosowanych w planszach: katapulty, zjeżdżanie na bujającej się linie czy podwodne wędrówki z kolczatymi rybami wśród kolców statycznych i kolców ruchomych… eh. Zdecydowanie chylę czoła przed niesłabnącą kreatywnością twórców. Sięgając po tą grę, nie wiedziałem, w co się pakuje. Znienawidziłem ją, a później polubiłem, bo jest tak trudna że fajnie by było komuś wkręcić, że jest łatwa, pokazując jak wesoło skaczesz po planszy (którą tak naprawdę rozpracowywałeś setki razy) i dać mu spróbować zagrać. Oceniam wysoko bo doceniam solidną produkcję, mimo że to kolejna odsłona sprowadzonego tytułu.

 

Nadal widzę to po zamknięciu oczu


Wracając do motywu przypiętego do krzesła nieszczęśnika...


Zapalczywie grasz i dobrze Ci idzie, mimo wyśrubowanego poziomu trudności.


Level : BuiBui Castle 2


Zaczyna się od przeskoczenia paru platform, zjazdu na linie wśród spadających kolczatek BAM! Jedna z nich Cię trafia. I kolejny raz stwierdzasz, że nie mogłeś nic z tym zrobić! Horyzont przechyla się zbyt wolno, aby można było uzyskać kontrolę nad dyndającym Locosem, co sprawia, że pierwsze 20 sekund planszy jest jak losowanie. Sześćsetny Game Over. Tego już nikt nie byłby w stanie znieść. Wpadasz w szał, Twoje mięśnie napinają się, pęcznieją do monstrualnych rozmiarów, skóra staje się zielona... Krzesło, które Cię więziło, rozrywa się niczym zrobiony z kolorowego papieru łańcuch choinkowy. Uśmiechasz się do siebie widząc stalowe drzwi lochu. Na myśl przychodzi Ci tylko jedno: This is SPARTA! Z hukiem i impetem wpadasz do pomieszczenia, w którym siedział obserwujący Cię przez cały czas twórca gry, Tsutomu Kouno. Przerażony Azjata pada do Twych stóp w błagającym pokłonie. Z dziką satysfakcją wypowiadasz mu prosto do ucha „Game Over!”

Plusy:

+ Muzyka

+ Grafika

+ Pomysły

Minusy:

- Okrutny poziom trudności

Ocena:
75%

Odpowiedzi

Portret użytkownika Szymaskus

uła to się nazywa zemsta

uła
to się nazywa zemsta gracza...

Portret użytkownika mp291193

Już się nie mogę doczekać

Już się nie mogę doczekać nastepnej części, by móc się dalej odstresowywać

Portret użytkownika Szymaskus

chyba bardziej wnerwiać

chyba bardziej wnerwiać

Portret użytkownika Mycha93

Chłopie nie graj w Dj Max

Chłopie nie graj w Dj Max Portable bo twoje PSP nie przeżyje tego (mój znajomy dotąd nie rozumie jakim cudem zaliczyłem 90% a moje PSP jeszcze żyje ;p)

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Type the characters you see in this picture.
Przepisz znaki widoczne w powyższym obrazku. Jeśli nie możesz ich odczytać, wciśnij Podgląd, by wygenerować nowy kod. Wielkość liter nie ma znaczenia.