Czasami warto cofnąć się myślami w czasie i powspominać stare dzieje. Jednym razem wspomnienia same napływają do naszej głowy, a innym potrzebują jakiegoś impulsu. W tym wypadku zaistniała ta druga możliwość, a za czynnik wywołujący posłużyła gra Normal Tanks.
Może robię się zbyt sentymentalny na starość, ale obcując z najnowszym minisem ze stajni Beatshapers cofnąłem się do czasów NESa. Któż z Was nie pamięta takich nieśmiertelnych tytułów jak Battle City czy Contra? Oba te tytuły mają moim zdaniem swoje odzwierciedlenie w tej grze, ale po kolei.
Produkcja ta jest standardową strzelanką w której świat widzimy z lotu ptaka. Nie jesteśmy w żaden sposób oszukiwani, iż będzie to coś innego. Po odpaleniu gry naszym oczom ukazuje się surowe menu, w którym możemy wybrać jedynie poziom trudności oraz kontynuować wcześniejszą rozgrywkę. Niby niewiele, ale to w zupełności nam wystarczy, bo przecież mamy się dobrze rozerwać, a nie wysilać nasze szare komórki. Określamy zatem nasze predyspozycje bojowe (poziomy trudności różnią się w zasadzie tylko ilością prostokącików na pasku energii) i rzucamy się od razu w wir walki, gdyż nie ma tutaj żadnego wprowadzenia ani fabuły. Jeździmy i strzelamy, ale co nas popycha do działania pozostanie tajemnicą lucyfera, a i możliwe, że on sam tego nawet nie wie. Właśnie te elementy przypomniały mi jak kiedyś zagrywałem się w Battle City. To były piękne czasy. Fani gatunku poczują się jak w domu.

Dochodzimy do momentu w którym należałoby ruszyć naszą stertę żelastwa. I tu pojawiają się pierwsze schody – sterowanie. Niestety, przy pierwszym zetknięciu sprawia ono trochę problemów, jednak po dłuższej chwili nie ma praktycznie po nich żadnego śladu. Czołgiem poruszamy za pomocą krzyżaka, strzelamy wciskając R, a wieżyczką obracamy dzięki kółku, kwadratowi, trójkącie i krzyżyku. Zdecydowanie wolałbym kierować torem jazdy przy pomocy analoga, jednak twórcy przewidzieli dla niego inne zastosowanie. Otóż przesuwając go w obojętnie którym kierunku, możemy skorzystać z trybu autocelowania. Ktoś by pomyślał świetna sprawa, jednak w rezultacie aby móc go użyć, trzeba niestety przestać się poruszać, co przy wrogim obstrzale jest istnym samobójstwem. Od razu lepiej darować sobie z tym zabawę. Mamy jeszcze przycisk L, dzięki któremu możemy zmieniać nasze uzbrojenie, w skład którego wchodzi działo i karabin maszynowy. Główną naszą bronią bez wątpienia będzie działo z uwagi na swoją niszczycielską siłę, jednak pojawią się momenty, w których lepiej dla własnego dobra je porzucić. Inaczej po prostu zginiemy.

Sztuka kierowania opanowana, a zatem do boju. Czeka nas walka w ośmiu odmiennych lokacjach. Na każdej z nich spotkamy jakieś nowe elementy krajobrazu oraz wrogiego uzbrojenia defensywno-zaczepnego. Mogą to być np. haubice, miny, miotacze płomieni etc. Na nudę narzekać nie można. Zresztą, wróg został obdarzony nienajgorszym AI, przez co parę razy uda mu się nas wykończyć. Tutaj należy powiedzieć o dwóch bardzo denerwujących rzeczach, które łączą się ze sobą. Otóż twórcy gry nie przewidzieli możliwości pauzowania rozgrywki. Ok, rozumiem, że gra nie jest bardzo wymagająca, że podzielona jest na 8 nie za długich plansz, ale przecież zdarzają się sytuacje awaryjne i co wtedy? Niejednokrotnie musiałem powtarzać jakiś lvl, bo podświadomie chciałem zatrzymać akcję, a gdy wciskając „start” na konsolce nie widziałem rezultatu, mój paluch automatycznie pchał się na „select”, szukając na nim upragnionej pauzy, a w tym momencie byłem wyrzucany do menu gry. Nie ma to jak uczynić tak podczas walki z bossem, gdyż nie pozostaje nam nic innego jak powtarzać lokacje od początku. Wiąże się z tym druga denerwują rzecz – wróg dysponuje ciągle respaunjącymi się jeepami zaopatrzonymi w karabiny maszynowe, także pozostawienie na chwilę gry bez opieki może się skończyć naszą śmiercią, mimo że zniszczymy wszystko co mogłoby nam zaszkodzić. Na końcu każdego etapu czeka nas mała potyczka z bossem. Przy niektórych z nich trzeba się troszkę natrudzić, by pokonać ich bez utraty czołgu. Ciekawostką jest fakt, iż nie dostajemy żadnych punktów za niszczenie wroga, przez co czasem lepiej ich omijać niż bawić się w ich niszczenie.
Podczas zabawy na naszej drodze znajdziemy różnego rodzaju znajdźki. Najważniejszą z nich jest czerwona gwiazda odpowiedzialna za ulepszanie naszego czołgu. Ilość zebranych gwiazd kumuluje się dając nam następujące korzyści: 3 pierwsze odpowiedzialne są za ulepszenie naszego działa, 2 następne za karabin maszynowy, kolejne zwiększają ilość kwadratów na pasku energii, a gdy dojdą one do odpowiedniego pułapu, czerwona gwiazda dostarczy nam możliwość szybszego poruszania się. Ważną sprawą jest fakt, że w momencie gdy tracimy czołg, tracimy także wszystkie ulepszenia i musimy je zbierać od nowa. Inne przydatne wspomagacze to: amunicja (oddzielnie dla karabinu i działa), naprawa tarcz – energia, czy nowy czołg – życie.

To co się może podobać w grze to dbałość o detale. Gdy strzelamy z karabinu lecą łuski, w momencie kiedy walimy z działa w ścianę z cegieł, rozpada się ona na małe kawałki gruzu – naprawdę robi to pozytywne wrażenie, którego nie jest w stanie zepsuć nawet mały błąd z tym związany. Otóż po najechaniu na pozostałości po takiej ścianie pojawiają się one na pancerzu naszego czołgu, zamiast leżeć grzecznie na ziemi. Twórcom w jednej z lokacji bardzo ładnie udało się zobrazować płomienie ognia – wyglądają fenomenalnie jak na tak małą produkcję.
Podsumowując, Normal Tanks jest grą w miarę dobrą, niepozbawioną błędów czy wad, która zapewnia nam ok. 1-1,5h zabawy (oczywiście można przejść ją szybciej, lecz do systemu sterowania trzeba się przyzwyczaić). Po tym czasie odstawimy ją na dość długi okres, by być może kiedyś do niej powrócić. Czemu tak piszę? Autorzy nie postarali się jakoś o wydłużenie jej żywotności, a wystarczyłoby chociaż wprowadzić system punktacji, przez co być może chcielibyśmy pobić nasze wcześniejsze dokonania. Jeśli miałbym do wyboru kino, a tego minisa, wybrałbym to drugie. To dlatego, że go mam i w każdej chwili będę mógł do niego wrócić, a z kinem jak to z kinem, coraz rzadziej jest warto iść do niego na cokolwiek.
+ przyjemny gameplay
+ dbałość o detale
+ podróż sentymentalna w czasie
- brak pauzy
- krótka
- brak punktacji







Odpowiedzi
Zgadzam się z recenzentem w
kaszana16 - 28 marzec, 2010 - 00:52Zgadzam się z recenzentem w 99,9% ;)
Co do pauzy to wystarczy
dyl - 31 marzec, 2010 - 16:20Co do pauzy to wystarczy uśpić konsole, a potem wybudzić i problem mamy z głowy:)
Niby masz rację Dyl. Jednak
G4tsu - 14 kwiecień, 2010 - 09:44Niby masz rację Dyl. Jednak jest to tylko połowiczne załatwienie sprawy, czyli coś w stylu tego co robią polscy operatorzy komórkowi w sprawie automatycznego odrzucania połączeń z numerów zastrzeżonych przez sieć, gdy abonament sobie ich nie życzy. Oni odpowiadają, że przecież można używać czerwonej słuchawki. Tak, więc jednak pauza by się przydała, zwłaszcza, że ja sam mam nawyk jej używania gdy na chwilę odchodzę od konsoli - robię to całkiem podświadomie. A jak start nie działał to w ruch szedł select z rozpaczy i lvl trzeba było grać od początku. W każdym razie zgodzę się z tobą, że dla chcącego nic trudnego, ale w moich oczach jednak pauza by się przydała - zwłaszcza, że to dość prosta funkcja.
Dodaj nową odpowiedź