Honoru i imienia akademii lotnictwa bronić trzeba. No, nie trzeba, lecz kto jak już tam uważa. Historia rozpoczyna się w momencie nalotu konkurencyjnej szkoły na nasze lotnisko. Po udanym odparciu wrogich sił nie pozostawimy ich odwiedzin bez odzewu i ruszamy tam skąd przybyli zostawiając za sobą wraki setek maszyn... Dobrze, nie jest to może fabuła MiniSquadron, gdyż produkcja nie posiada jakiejkolwiek, lecz całkiem ładnie oddaje ideę udanego debiutu firmy Supermono na platformie PSP.
Jak mogliście już z tego krótkiego wstępu wywnioskować, produkcja jest typowym czasozjadaczem polegającym na niszczeniu coraz to liczniejszych nalotów wrogich oddziałów. Do dyspozycji oddanych nam zostało aż 56 różnych modeli samolotów, poczynając od śmigłowców, aeroplanów, a na niezidentyfikowanych obiektach latających i pandzie kończąc. Co najważniejsze, nie różnią się one tylko i wyłącznie wyglądem, gdyż każdy z nich posiada swoją specyfikację określoną w siedmiu kategoriach: prędkość lotu i nurkowania, odporność na atak, wielkość maszyny, sterowność, szybkość przeładowania oraz typ zamontowanego uzbrojenia. Wszystko to czyni maszyny unikatowymi, dzięki czemu każdy znajdzie swoją ulubioną. Na początku dostępna jest tylko jedna, więc nie mając za bardzo wyboru bierzemy to, co jest i powoli przechodzimy do właściwej rozgrywki. Są łącznie dwa tryby gry - "Classic" oraz "Survival". Ten drugi zmienia jedynie limit wrogów na nieskończoność, więc my skupimy się na klasycznym. Naszym oczom ukazuje się...
Mapa świata. Możemy się na niej doliczyć ośmiu lokacji różniących się wystrojem oraz agresywnością przeciwników. Standardowo dostępna jest tylko jedna, więc ponownie nie mając jakiegokolwiek wyboru zostajemy przeniesieni na początkowe pole bitwy, czyli do niewielkiej “klatki” mogącej pomieścić w ścisku trochę ponad 10 maszyn. Naszym zadaniem jest zniszczenie wszystkich wrogich jednostek podczas łącznie 12 natarć na lokację. Przed każdą z nich dostajemy na ekranie krótką informację co do ilości i typu przeciwników, po czym wszyscy naraz wlatują na planszę. Szybkie zapoznanie się z HUD i wszystko jasne - ilość żyć (na starcie 3), aktualny oraz najlepszy wynik, pozostała liczba wrogów do zestrzelenia. Bardzo pomocne są kolorowe strzałki określające pozycje jednostek nieprzyjaciela, gdy te akurat są poza naszym polem widzenia, oraz z jakim typem uzbrojenia maszyny mamy do czynienia.

Tych akurat jest koło dziesięciu i każdy samolot posiada je wbudowane na stałe, dlatego też zapomnijcie o jakichkolwiek modyfikacjach czy przemodelowaniach istniejących samolotów. Zresztą, kto by się za to zabierał mając do dyspozycji aż 56 różnych typów? Dobra, jakie w końcu bronie mamy do dyspozycji... Jedno/dwu/trój strzałowe działko, rakiety samonaprowadzające, bomby kasetowe, zrzut bombowy, laser i na końcu Wielki Laser. Ten ostatni występuje tylko przy ostatnim samolocie, który najciężej odblokować. Owe bronie zostały tak zbalansowane, aby żadna z nich nie była na tyle destruktywna, by móc ją zakwalifikować jako najlepszą. Dołączając do tego parametry każdego z samolotów otrzymujemy pewność, że każdy model jest inny i mamy z czego wybierać.
Opisy opisami, lecz wciąż jeszcze nie doszliśmy do właściwej części rozgrywki, czyli gameplay’u. Cała zabawa opiera się na sterowaniu samolotem za pomocą analoga, strzelaniu do przeciwników iXem i unikaniu ich ataków, gdyż jeśli za dużo razy zostaniemy trafieni, to tracimy życie. Nie wygląda to na rozwinięte, lecz mogę zapewnić, że zabawa jest przednia. Autorom udało się stworzyć bardzo przyjemny system arcade poprzez fizykę oraz system naliczania combo. Ten pierwszy można przyrównać do bardzo płytkiej interpretacji prawa powszechnego ciążenia. Wznosimy się - zwalniamy, pikujemy - ostro nabieramy prędkości, wzniesiemy się poza pułap - silniki przestaną działać i trzeba szybko zanurkować, by wprowadzić je ponownie w ruch. Dla formalności - gdy zetkniemy się z ziemią, tracimy życie. Z taką grawitacją świetnie się robi beczki w chmarze przeciwników, wyrzucając przy tym bombę kasetową i unikając wrogiego ostrzału. Tylko ostra amunicja może zadać nam obrażenia, wlecenie w przeciwnika nikomu krzywdy nie robi. Jednak z biegiem gry coraz ciężej jest się utrzymać na mapie przez dłuższy czas, nie wspominając już o combo - zabijaniu przeciwników pod rząd, dzięki czemu wzrasta mnożnik punktacji, maksymalnie do x9 - przepada wraz z otrzymaniem jakiegokolwiek trafienia. Z pomocą przychodzą zrzuty w postaci kolorowych gwiazdek tymczasowo wzmacniających moce nasze lub przeciwnika, gdyż równie dobrze on może je zebrać. Począwszy od zreperowania samolotu po niewidzialność, odporność na pociski, nalot powietrzny, zmniejszenie i zwiększenie prędkości... Tego jest naprawdę sporo i nie raz uratuje nas/oponenta z opresji. Cóż, kręcimy wyniki, odblokowujemy nowe samoloty i pojawia się jeden mały błąd w grze, trochę utrudniający nabijanie niebotycznych wyników. Tłumacząc, niekiedy po odblokowaniu 4 lub więcej maszyn na raz, gra się zawiesza. Pół biedy jak by to było po zapisie, lecz niestety przed. Błąd został zgłoszony i ma być naprawiony w niedalekiej przyszłości.

Wizualnie produkcja bardzo schludna, animacje szybkie, bez klatkowania czy też smużenia. Patrząc tak z perspektywy czasu, minisy strasznie się wyrobiły w tym aspekcie i ładna oprawa 2D przychodzi teraz jako norma, co jest bardzo pozytywnym czynnikiem. Zwykle gorzej wychodzi z muzyką robioną albo na szybko, albo jedynie, by zastąpiła ciszę między kolejnymi SFXami. Dlatego też tutaj bardzo miłe zaskoczenie i nigdy nie pomyślelibyście, że usłyszycie "Molte Allegro" Mozarta, "Minuetto" Luigi Boccherini'ego czy też "Dla Elizy" Beethovena. Same arcydzieła muzyki klasycznej dobrze komponujące się z lotnictwem i powietrznymi akrobacjami. Wspomnieć jeszcze można o sympatycznej osobistości Whitney Hills, wymienionej w creditsach jako dziewczynę wydającą piskliwe dźwięki do powerupów i latającej ośmiorniczki. Cała reszta brzmi po prostu odpowiednio.
Kolokwialnie pisząc, przelecieliśmy już przez wszystkie aspekty MiniSquadron. Biorąc pod uwagę cenę, wynoszącą 8zł, co nie jest dużą sumą jak na nowego minisa, to możecie brać w ciemno. Produkcja powinna się spodobać i wciągnąć każdego. Jedynym minusem jaki potrafię wymienić jest problem z zapisem po odblokowaniu więcej niż 4-5 samolotów. Nie ma na razie dokładnych informacji o tym, kiedy zostanie on naprawiony, więc trzeba się z tą niedogodnością liczyć. Tymczasem wracam do polowania na latającego krakena strzelającego laserem wielkości Airbusa, gdyż z jego odblokowaniem trzeba się ładnie namęczyć...
+ Czasozjadacz
+ 55 samolotów czekających na odblokowanie
+ Arcade’owe podejście
+ Muzyka
- Tymczasowy błąd z odblokowywaniem samolotów
- Jedynie port z iPhone'a, w dodatku samej podstawowej wersji







Odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź