Moda na zombi przez cały czas trwa i wydaje się nie mieć końca. Co chwilę jakieś studio karmi nas coraz to nowymi albo i odświeżonymi pomysłami na przestawienie ich unicestwienia. Nie inaczej jest tutaj z Twin Blades: The Reaping Vanguard od Sanuk Games. Co by tutaj dużo pisać, miliony ożywionych umarłych znowu w mniej lub bardziej finezyjny sposób odejdą w niepamięć... Ale czy naszą, to już dowiecie się dalej.

Przed przejściem jednak do głównego tekstu zastanówmy się może jak stworzyć koncept kolejnej produkcji zawierającej w sobie umarlaki na tym ciasnym już rynku. Wątpię, by ktokolwiek z Was w ciągu paru sekund nie potrafiłby wskazać chociaż trzech takich pozycji. No dobra, w takim razie jakiej jeszcze nie mieliśmy postaci? Przypadkowa w akcji, komandos, kierowca samochodu, marines, siostra zakonna... O, tej nie, odhaczamy i dalej. Scenografia akurat mniej istotna, powinna pasować pod bohatera. Co zabijamy? Oczywiście zombie, dużo zombie, hordy zombie, no może czasem jakieś szkielety. Czym? Czymś przyjemnym, co także dodatkowo przerobi umarlaka w fontannę - kosa wydaje się pasować. Dodatkowo pistolet, gdyż jakże może go zabraknąć. Dodatki specjalne? Krew w co najmniej litrowych ilościach. Cóż otrzymaliśmy? Siostrę Angelikę z Twin Blades: The Reaping Vanguard.
Twórcy zafundowali nam dwa tryby rozgrywki - Story oraz Survival, głównie skupimy się na tym pierwszym. Fabułę rozpoczyna otrzymanie listu od inkwizytora Del'mara (można dzięki temu przyjąć, że akcja rozgrywa się w XIII wieku), w którym informuje nas o mieście Jalombe stawiającemu czoła niesprecyzowanemu bliżej poważnemu zagrożeniu. Jako że akurat na zachodzie trwa krucjata, nie ma wolnych jednostek do przeciwstawienia się tej agresji, lecz nic straconego, jesteśmy przecież my. Spotykamy się zatem z naszym mentorem, Ojcem Richardo, u którego dowiemy się paru podstawowych rzeczy dotyczących rozgrywki. Do naszej dyspozycji oddana została wcześniej wspomniana kosa oraz pistolet ładowany sześcioma różnymi typami amunicji, od zwykłych pocisków po wybuchowe czy też zamrażające. Po zapoznaniu się z obsługą siostry Angeliki czas zobaczyć, co takiego dzieje się w mieście Jalombe.

System wyboru planszy rozwiązany został poprzez przedstawienie ich na mapie okolicy. Szybka matematyka pozwala stwierdzić, że świat nie jest zbyt duży. Dziesięć plansz z czego pierwsza to sklep z ulepszeniami Ojca Richardo, na trzech walczymy z bossami, zostaje w takim razie sześć etapów do eksterminowania zombi. Nie ma jednak co myśleć, że gra jest krótka, gdyż nie raz będziemy musieli wracać do wcześniej już zaliczonych etapów z powodu przybycia kolejnej fali umarlaków. Zaznajommy się może w końcu z pierwszą misją jaka nas czeka - oczyszczeniem miasta z żywych trupów. Przy okazji bliżej spojrzymy na grafikę oraz gameplay.
Na pierwsze spojrzenie, całość jest bardzo przyjemna dla oka. Schludny hack 'n' slash w bajkowym, widzianym od boku stylu, gładkie ruchy postaci i brak kanciastych przejść między elementami. Czasem gdzieniegdzie jednak pewne przedmioty wyglądają jakby wklejone na szybko, lecz są to sporadyczne przypadki. Zadbano również o animację niektórych elementów tła jak drzewa czy pył w promieniach słońca. Niestety nie ma zbyt dużo czasu na podziwianie okolicy, skoro nacierają na nas zombie. Sposobów ich eliminacji, jak już zostało wcześniej wspomniane, mamy głównie dwa - kosa oraz pistolet. Początkowo rozgrywka jest iście prosta, przez co wesoło biega się bez puszczania d-pada i przecina bronią białą przeciwników na różne sposoby. Dobrze, może jednym sposobem, przyciskiem kwadrat, lecz rozpadają się one jedną z kliku losowych animacji rozbryzgując przy okazji krew na ekran konsoli. Z każdego zabitego zbieramy automatycznie serce, które można nazwać swoistą walutą, gdyż dzięki nim ulepszymy u Ojca Richardo nasze zdolności oraz bronie. Etap kończy z momentem zabicia wyznaczonej u góry ekranu liczby przeciwników. Jeśli jednak nam się to nie uda i zombie zabiorą nam całe życie, tracimy jedynie punktację (nie mylić z sercami) zebraną przez całą rozgrywkę.

Gdy nazbieramy trochę narządów, możemy wrócić do Ojca Richardo w celu zakupu ulepszeń. Posegregowano je w dwóch kategoriach - broń palna oraz statystyki siostry Angeliki, łącznie 11 opcji, które rozwiniemy maksymalnie do piątego poziomu. W sekcji z nabojami do pistoletu, każdy myślę znajdzie coś dla siebie, bowiem zawarto tam od miotające płomieniami po zamrażające, czy też niszczące wszystko na swojej drodze Święty Promień. Raz kupione nie wymagają uzupełnienia. Zrezygnowano w produkcji z licznika ilościowego, a użyto systemu poboru energii, czy też inaczej mówiąc, many. Im droższej broni użyjemy, tym więcej nam zostanie jej zabrane. O jej regenerację nie ma co się jednak bać, wystarczy zadać przeciwnikowi parę ciosów kosą by już mieć czym strzelać. Oczywiście możemy zwiększyć jej limit poprzez wykupienie odpowiedniego ulepszenia w drugiej zakładce sklepu.
Zwiedziliśmy zatem dwie lokacje, zaszła noc. Tak, w produkcji uświadczymy zmiany pory dnia i nie ogranicza się to jedynie do wyglądu plansz, lecz też do ilości przeciwników jaką przyjdzie nam pokonać. Jak łatwo teraz policzyć, odwiedzenie czterech lokacji to kolejny dzień naszej eksterminacji i ponownie odczujemy zmianę. Przeciwnicy przez cały czas stają się coraz silniejsi oraz wytrzymują to coraz więcej zadanych przez nas obrażeń. Powoli zatem kończy się szybki bieg przed siebie i zabijanie wroga jednym ciosem, a zaczyna się... Dłuższy bieg przed siebie i zabicie kilkoma ciosami wroga. Może być to trochę nużące z powodu dwóch rzeczy. Pierwsza - tło jest zapętlone, przebiegniemy zatem 20 metrów i już widzimy to samo. Druga - poza podwyższonymi statystykami przeciwników oraz ich ilością, rozgrywka nie robi się ani odrobiny trudniejsza. Wzrasta po prostu ilość czasu, jaki potrzebujemy na jej ukończenie. Na szczęście inaczej ma się sprawa z bossami, gdyż tam już nie jest tak łatwo. W produkcji spotkamy ich trzech i każdy z nich będzie wymagał od nas trochę cierpliwości oraz innego podejścia.

Poza kampanią mamy jeszcze do wyboru jeden tryb rozgrywki - Survival. Zasady są bardzo proste - biegniemy do końca mapy zabijając po drodze zombi, chociaż nie jest to wcale konieczne i musimy tak przetrwać 31 dni. Co trzy plansze kończy się doba, wtedy to dostajemy możliwość zakupienia ulepszeń siostrze Angelice. Podobnie jak w przypadku Story Mode, po naszej śmierci zostanie nam zresetowany jedynie licznik punktów. Dla graczy, którzy chcieliby poczuć większe wyzwanie, zawarto tryb Hard, lecz niestety nie wprowadza on kompletnie nic poza zwiększoną siłą oraz obroną wroga.
Na sam koniec w podsumowaniu powiedzmy sobie naprawdę krótko o niewspomnianej wcześniej jednej rzeczy, udźwiękowieniu, gdyż nie zasługuje on na szczególne rozpisywanie się. Muzyka przygrywa i chociaż produkcję skończyłem, kompletnie jej nie pamiętam. Podobna sprawa z SFX, nic do zarzucenia - potwory sapią, siostra krzyczy, kosa tnie, jest dobrze. Ogólnie cała produkcja prezentuje się bardzo, a to bardzo przyjemnie. Ciachamy w sporych ilościach to co lubimy, czym lubimy oraz przy ładnej oprawie graficznej. Dla wszystkich chętnych zabicia chwili czasu naprawdę godne polecania, jednak gracze szukający wyzwania trochę się zawiodą, poziom trudności zbyt wymagający nie jest.
+ Grafika i animacje,
+ Idealna na 5 minut wolnego czasu,
+ Przyjemnie rozpruwa się wrogów
- Zbyt prosta
- Poziom hard w rzeczywistości niezbyt hard







Odpowiedzi
Porządna recenzja, a gra też
Draggy - 11 luty, 2011 - 18:43Porządna recenzja, a gra też się zapowiada ciekawie. ;) Jedna literówka: "Im droższej borni użyjemy...", broni powinno być.
Dzięki za wskazanie. : ]
erokesha - 11 luty, 2011 - 18:50Dzięki za wskazanie. : ] Chociaż była sprawdzana kilkakrotnie, coś umknęło uwadze.
Dodaj nową odpowiedź