Blada, śliska i pozbawiona włosów głowa osadzona twardo na karku w połączeniu z dwiema parami oczu, wystającymi siekaczami oraz cienkimi szczelinami zamiast nosa nie napawa wyobraźni optymizmem. Dodajmy do tego jeszcze giwerę w obślizgłej łapie, zapadnięte i częściowo odsłonięte żebra oraz strasznie przenikliwy warkot wydobywający się z nienaturalnie dużych ust, a przekonamy się, że nasza wyobraźnia nakreśliła nam dość ciekawy portret pewnej istoty. Ci z Was, którzy po tym opisie przed swoimi oczami ujrzeli Magdę Mołek pragnę poinformować, że byli bardzo blisko, ale niewystarczająco aby wiedzieć, że poprawnym skojarzeniem powinna być Chimera z Resistance: Retribution.
Po dość nieudanym roku 2008, Sony Computer Entertaiment postanowiło przypomnieć sobie o swoim przenośnym cudeńku jakim jest PSP, wydając coraz więcej tytułów godnych uwagi. I tak też machina startowa została napędzona przez grę, o której w tej recenzji przyjdzie mi pisać. Premierę Restistance: Retribution można porównać z premierą gry God of War: Chains of Olympus, gdyż tak jak i wtedy tłum rozgorzałych ciekawskich fanów pognał na półki sklepowe i zaopatrzył się w swój egzemplarz produkcji. Skoro Kratos podbił serca kieszonkonsolowców to czy przygody człowieka walczącego z najeźdźcami z kosmosu również przypadną graczom do gustu? Moja odpowiedź brzmi: jak najbardziej!

Zacznijmy od początku i wyobraźmy sobie początkową rozmowę panów z Sony Band głowiących się nad ogólnymi szczegółami gry! Pozwoliłem sobie to zademonstrować.
Szef: - Panowie! Zostaliśmy poproszeni o stworzenie gry, której odpowiedniczka zyskała już status kultowej.
Team 1: - Guitar Hero?
Szef: - Nie, ale byłeś blisko. Miałem bardziej na myśli…
Team 2: - Kubuś Puchatek i Hefalumpy?
Szef: - Nie! Tworzymy nowego Resistance, i to na PSP.
Team 1: - Na PSP?
Szef: - A no na PSP. Jak i Wy, również i ja nie jestem tym pomysłem zachwycony, ale płacą nam dużo, więc postarajmy się zrobić z tego małe co nie co!
Team 2: - Małe co nie co? Aluzja do Kubusia Puchatka? Czy myślisz o tym co ja? Głównym bohaterem będzie żółty miś?
Szef: - Nie człowieku, uspokój się! Ustalmy coś na tym zebraniu i nie chce słyszeć nic więcej o Misiu ze Stumilowego Lasu.
Team 1: - No to skoro mamy Resistance: Fall od Man i Resistance 2 na PS3, to idźmy po najprostszej linii oporu i fabułę osadźmy pomiędzy tymi dwoma tytułami.
Szef: - W sumie nie głupio gadasz, ale przecież są ludzie, którzy nie grali w Resistance na chlebaka, więc czy nie będzie to dla nich problemem?
Team 2: - No ale co to nas obchodzi? Niech się cieszą, że w ogóle coś dostaną na tą swoją niby-konsolę.
Szef: - No ok, niech i tak będzie. Przejdźmy teraz do głównego wątku fabularnego. Proponuję, aby bohater, którego zaraz wymyślimy nie lubił francuzów!
Team 1: - Czemu akurat francuzów?
Szef: - Moja ciotka Muriel jest Francuzką i to naprawdę podła baba, której z całego serca darzę nienawiścią, więc czemu by nie!
Team 1: - No spoko, skoro tak mówisz to możemy i tak zrobić. Ale głównym bohaterem ma być również Francuz?
Team 3: -Nie, zróbmy go anglikiem, który stracił coś na czym mu bardzo mocno zależało.
Team 1: - A co to ma do nienawiści do Francuzów?
Szef: - Nic, ale to dobry pomysł. Połączymy jakoś te wątki i wszystko będzie śmigać jak ta lala!
Team 1: - A co z silnikiem graficznym?
Team 2: - Ja mam pomysł! Ja mam! Kuchwa chłopaki, no skoro mamy już Syphon Filter: Logan’s Shadow z bardzo dobrą grafiką, która jest wszędzie chwalona to proponuję nanieść tylko małe poprawki i wypuścić tą produkcje w świat!
Szef: - Ja pedole Jerry! Ty to masz pomysły! Zaoszczędzimy tym samym czasu! No więc postanowione! Do roboty!
Team 2: - A czy jest możliwość, aby zamiast Chimer biegały Kubusie Puchatki?
Szef: - …

Więc, jak już wiadomo, akcja gry rozgrywa się miedzy pierwszą a drugą częścią gry znaną z PS3. Głównym bohaterem staje się niejaki James Grayson, który był zmuszony zabić swojego brata niedługo po tym, jak ten został zainfekowany przez wirus powoli zmieniający go w monstrum obracające się przeciwko swojej pierwotnej rasie. W tej chwili nie trudno się domyślić, że Grayson poszukuje zemsty i eliminuje wszystkie pasztety, które staną mu na drodze. Oczywiście za swoją odwagę zostaje okrzyknięty bohaterem, ale po pewnym czasie dezerteruje z wojska. Niestety w armii nie ma łatwo i za swoją zdradę zostaje poddany fali. Mówiąc „fala” mam oczywiście na myśli śmierć, a z więzienia, w którym przebywa nie uratowałby go nawet sam Michael Scofield. Jednak Graysonowi zostaje zaproponowana wolność przez europejski ruch oporu w zamian za pomoc w zniszczeniu centrum dowodzenia Chimer. Przystaje na tą ofertę, choć jak później się przekonamy nie zawsze będzie ochoczo wykonywał rozkazy swoich francuskich przełożonych.
Muszę przyznać, iż wątek fabularny wciągnął mnie tak bardzo, że sam chciałem chwycić za broń i ruszyć w wir walki (w rzeczywistości chimerami byłby mohery, które podobnie jak te pierwsze rozpełzły się po całej Europie). W miarę poznawania historii głównego bohatera przyjdzie nam przeżyć niezłe zwroty akcji.

Znając szlak, którym będziemy podążać, od razu po odpaleniu gry zostajemy rzuceni w wir walki i niemal natychmiast jesteśmy bombardowani nawałem akcji i na nudę narzekać nie będziemy (na razie). Strzelaniny na PSP nie zawsze cieszyły się uznaniem, ze względu na rozwiązanie w kwestii sterowania. W Resistance: Retribution sterowanie zostało zaprojektowane na tyle dobrze, że oswojenie się z ogólnymi zasadami nie zabiera więcej niż 5 minut. Rzekłbym nawet, że nie ma lepszego rozwiązania w strzelaninach na kieszonkę jak właśnie w tej grze! Poruszamy się analogiem, a manewry celownikiem wykonujemy za pomocą trójkąta, kwadratu, kółka i krzyżyka. Warto w tym miejscu wspomnieć, że dla ułatwienia zaserwowano nam możliwość używania autocelowania, które spisuje się dość średnio. W pewnych sytuacjach ten smaczek, zamiast ułatwiać pokonywanie przeciwników raczej nam to utrudnia. Przykład? Auto namierzanie nakierowuje nas zazwyczaj na tors przeciwnika, a nie na jego głowę, a wiadomo, że headshot jest o wiele bardziej skuteczniejszy i pozwala zaoszczędzić cenny magazynek. A z tym w grze nie należy szaleć! Naboje kończą się tak szybko jak pieniądze w polskim budżecie. Niejednokrotnie zdarzało mi się, że byłem zmuszony powtarzać misję ze względu na brak amunicji. Dodam tylko, że widok prezentowany jest za pleców głównego bohatera, a więc zupełnie inaczej jak w pierwszej i drugiej części gry. Fajnym smaczkiem w grze jest możliwość chowania się za przeszkodami i „przyleganie” do ścian, aby strzelać wychylając się z bezpiecznego miejsca. A to niejednokrotnie uratuje Wam cztery litery.
W grze naszymi przeciwnikami są Chimery znane z poprzedniej części jak również Croveny, czyli w wielkim uproszczeniu mówiąc pół chimera, pół człowiek, który niestety zachował tylko ogólny wygląd zewnętrzny homo sapiens. Chimery mają różne odmiany i na brak różnorodności narzekać nie będziemy. Poczynając od standardowych, przechodząc przez latające, bąblogłowe, skaczące, a kończąc na tych, które lubią się trochę popluskać.

O ile te są dość łatwe do pokonania tak bossowie mogą sprawić trochę trudności. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że bossami nie są tylko i wyłącznie stwory z kosmosu, a chociażby statki powietrzne czy mechy. Poziom inteligencji przeciwników waha się miedzy dostatecznym plus, a dobrym minus. Chowają się kiedy trzeba, uciekają od granatów, w bliskim spotkaniu potrafią zdzielić nas rękojeścią broni, którą aktualnie trzymają, ale w tym wszystkim łatwo przewidzieć ich ruchy.
Giwery, które zostały oddane w nasze ręce zostały zaprojektowane tak, aby każda posiadała dodatkowy tryb użycia. I tak też postrzelamy sobie bronią plazmową Chimer, której dodatkowy tryb potrafi wystrzelić dysk, który odbija się od ścian do momentu, aż trafi w jakiegoś przeciwnika (im dłużej się odbija tym mniej szkód wyrządza) bronią, której pociski potrafią przenikać przez ściany; snajperką, która pozsiada tryb spowolnienia przeciwnika; bazookę z możliwością zatrzymania pocisku w powietrzu; granatami plazmowymi i wiele, wiele innych! Specjalnie nie wymieniłem ich nazw z dwóch prostych powodów. Pierwszym jest taki, że ich po prostu nie pamiętam, a drugi, że i tak by to Wam nic nie mówiło. Generalnie rzecz ujmując bronie znane są już z poprzednich części tej produkcji, więc za to chwała twórcom. Jeszcze nigdy rozwalenie przeciwnika nie było tak fajne i efektowne jak właśnie w tej grze!

Słów kilka należy poświęcić samej grafice, która trzyma poziom Syphon Filter: Logan’s Shadow z dodatkowo podrasowanymi teksturami. Czyli narzekać nie możemy. Postać Graysona wykonana jest z największą dbałością tak, że jego kamizelka wygląda jakby przed chwilą wydziergała ją nasza babcia. Widok broni również robi wrażenie. Korzystając z przybliżenia możemy ujrzeć bardzo dużo szczegółów, na które na pierwszy rzut oka nie zwracamy uwagi.
Krajobrazy ciągną się daleko ponad nasz punkt widzenia, a same lokacje są bardzo porządnie wykonane. I tak też podziwiać możemy zrujnowany wojną Rotterdam, napawające grozą katakumby, mroczny Luxemburg oraz Bonn, czyli siedziby Chimer. Szczególnie w ostatnim przezroczyste podłogi, rury czy ściany wywołały u mnie opad kopary. Już na początku rozgrywki przyjdzie nam podziwiać bardzo realistyczną wodę (która była już wykorzystana w SF:LS, ale która i tak robi wrażenie). Wybuchy, machiny, przeciwnicy czy chociażby mgły, poruszanie się z latarką w ręku czy zaciemnienia - wszystko wykonane naprawdę rewelacyjnie. Nie sposób przejść obojętnie obok przerywników filmowych, które są po prostu świetne! Nie ma ich co prawda zbyt wiele, ale jak już są to przybliżam swoją mordkę do ekraniku i podziwiam to co zostało nam zaserwowane. Ot takie zboczenie z dzieciństwa, gdyż kiedyś uważałem, że gra, która nie posiada przerywników filmowych jest grą straconą. Teraz oczywiście to się zmieniło i uważam, że każda gra jest dla dzieci, no ale nie o tym tutaj mam pisać. A pomyśleć, że wszystko zaczęło się od Tomb Raidera…

Muzyka towarzyszy nam praktycznie w każdym momencie, lecz gdy dzieje się coś ciekawszego zostajemy zbombardowani falą groźnej, pełnej życia muzyki, która czasami zbyt wcześnie się włącza, przez co jesteśmy przygotowani do walki. Poza tym muzyka nie przeszkadza, a cieszy ucho. Chciałbym powiedzieć, że już od kilku miesięcy nie posiadam PSP, a muzyka z głównego menu czasami nachodzi mnie w nocy czy po stresujących wydarzeniach, a to już o czymś świadczy. Zatrzymam się jeszcze przy odgłosach głównych bohaterów. Słucha się ich bardzo fajnie, ale największy orgazm przeżywałem zawsze, gdy lektorka przedstawiała nam historię lub misję jaką mamy spełnić przed rozgrywką! To była miłość od pierwszego usłyszenia!
Gra nie jest przewidywalna i twórcy starali się urozmaicić rozgrywkę na wiele różnych sposobów. Poczynając od przesuwania szaf, podnoszeniu naszych przeciwników, kończąc na sterowaniu potężnym mechem! Jest tego o wiele więcej, ale nie chce psuć Wam zabawy z odkrywania tego. Widoczną wadą tej gry jest to, że aby ją zapisać, musimy przejść praktycznie jeden rozdział, który zawsze jest rozpoczynany przerywnikiem filmowym. Oczywiście są punkty kontrolne, ale przydają się one tylko wtedy, gdy kontynuujemy rozgrywkę. Nie da się w nich zapisać stanu gry, a wyłączenie konsoli w tym momencie spowoduje, że będziemy musieli przechodzić cały rozdział od początku. Wyobraźcie sobie, że próbujecie przejść jeden rozdział, który ciągnie się nawet przez 30 minut, a w 29 minucie wasze PSP zaliczyło zgona, bo nie napoiliście baterii prądem. To boli, prawda? Boli również to, że gra potrafi w pewnych momentach przynudzać.

Tytuł oferuje nam połączenie PSP do PS3, dzięki czemu zostaniemy „zainfekowani”, co ma kilka dodatkowych atutów! Pierwszy z nich to taki, że wygląd otoczenia i głównego bohatera zostanie podrasowany, drugi stanowi fakt, że nauczymy się oddychać pod wodą ile tylko dusza zapragnie, a trzecim dodatkiem jest możliwość zyskania dodatkowych broni (rewolweru). Wszystkie tego typu próby bardzo chwalę.
Oczywiście gra posiada, również tryb multiplayer, lecz rozpisywać się o nim tutaj nie będę, gdyż wystarczy zajrzeć tutaj i się dokształcić.
Podsumowując, gra stanowi bardzo fajne oderwanie od rzeczywistości i posiada specyficzny mroczny i tajemniczy klimat. Tak mroczny, że niestety, ale w pewnym momencie bałem się w to grać, a Mix może to potwierdzić, bo się ze mnie śmiał, za co go niedawno skopałem! Polecam w 110 %
- grafika
- multi
- klimat
- to resistance
- fabuła
- sterowanie
- zapis gry
- potrafi przynudzić







Odpowiedzi
HAHA, fajny ten dialog na
filipfilip123123 - 13 sierpień, 2009 - 19:58HAHA, fajny ten dialog na początku :P:P, a recka pierwsza klasa.
Super recka, nie za długa i
Jedrek13 - 14 sierpień, 2009 - 00:23Super recka, nie za długa i nie za krótko po prostu w sam raz :) Czy tylko mi się tak wydaje czy w multiplayer jest gorsza grafa ;( Po porównaniu scrinów z obu recek można odczuć różniece :(
Do recenzji dodałbym jeszcze
mp291193 - 21 sierpień, 2009 - 15:46Do recenzji dodałbym jeszcze że w trybie infested życie samo się regeneruje. Co do gry to szkoda że nie wyszły chociaż polskie napisy, bo wtedy można by było zagłębić w fabułe, a tak to dla mnie tylko schematyczna strzelanka, nawte gorsza od SF-ów, bo tam trzeba było ruszyc od czasu do czasu łbem. Natomiast multi R:R wiele lepsze od singla :)
Ziomki gra naprawde super
Ryan69 - 24 październik, 2009 - 11:46Ziomki gra naprawde super tylko ten zapis mnie męczy
Dodaj nową odpowiedź