Gdyby udało nam się spotkać cherlawego bohatera Shadow of Memories, „pożyczyć” jego urządzenie do podróżowania w czasie, po czym przenieść się do roku 2007 by zapytać cygańską wróżkę o to, jaka mechanika zastosowana w grach jest najbardziej pożądana i gwarantuje finansowy sukces, odpowiedziałaby krótko: „Gears of War”. Wydana przez Microsoft Games Studios, taktyczna strzelanka TTP bazująca na wykorzystaniu systemu osłon stała się tak wielkim hitem, że Electronic Arts postanowiło podpatrzyć pomysł i stworzyć własną markę opartą o podobne zasady rozgrywki. Efektem ich pracy był wydany w 2008 Army of Two. Gra nastawiona na dwuosobową kooperację i opowiadająca historię o parze kryjących twarze za stalowymi maskami najemników. Ze względu na nieco niedopracowane chowanie się za osłonami oraz kulejące AI partnera tytuł nie zebrał zbyt wiele pochlebnych recenzji, jednak został na tyle ciepło przyjęty przez graczy, że można było się spodziewać, iż EA uraczy nas kontynuacją.

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Wspominając czasy sprzed kilku lat, kiedy to platformówki przeżywały swój prawdziwy rozkwit, nie sposób nie uronić łzy. Te świetne tytuły, jak Crash Bandicoot, Crock, Spyro, czy chociażby Super Mario 64 niejednej osobie potrafiły zapewnić wiele godzin cudownej zabawy. A było ich w złotym okresie więcej. Niejednokrotnie twórcy zaskakiwali nas innowacyjnymi pomysłami. Jednak z czasem dobre platformówki gdzieś zniknęły. Na scenie pozostały jedynie Ratchet & Clank oraz Jak &  Daxter. Czasem pojawiał się świeży „Marian”, jednak reszta nowych gier z tego gatunku to niestety oklepane w schematy „gierki” na podstawie kolejnych bajek Disney’a. Nic nie zapowiadało żadnej zmiany w tym temacie do czasu, kiedy zapowiedziano LittleBigPlanet na PlayStation 3. Tytuł stworzony przez młody i utalentowany team, MediaMolecule, zaskoczył i oczarował całe rzesze graczy, którzy znudzeni już schematami wręcz potrzebowali powiewu świeżości.

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Po raz kolejny PSP zostało uraczone tytułem żywcem przeniesionym ze starego, dobrego PlayStation 2. Wypadałoby więc znowu pomarudzić o braku wyobraźni developerów, wyciąganiu od graczy pieniędzy itp., jednak nie tym razem. Panie i panowie, przedstawiam Wam jedną z bardziej niedocenionych gier poprzedniej generacji konsol. Pozycja, która zagubiła się w czasie, po to by ratować wymierający obecnie gatunek gier przygodowych. Oto Shadow of Memories, czyli niecodzienna produkcja od mistrzów z Konami.

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Na starcie wita nas prosty opening charakterystyczny dla klasycznych gier jRGP (Suikoden, Legend of Mana), w których na początku widać śliczne, mangowe artworki. Coś tam się pokazuje, brama się otwiera i naszym oczom ukazują się główni bohaterowie. Ich widok jest pierwszą oznaką, że coś tu nie gra. Postaci składają się z dosłownie kilku pikseli. To jakieś jaja, czy co? Nie, to Half Minute Hero! A jaja to dopiero będą!

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Budzisz się w ciemnym pomieszczeniu z tępym, pulsującym bólem głowy. Nie możesz się ruszyć, jesteś przywiązany do krzesła. Wrzeszczysz. Oślepiający rozbłysk załączającego się ekranu ukazującego głowę zrobionej przez psychopatycznego artystę kukły. Z syczących głośników starego telewizora rozlega się mrożący krew w żyłach, zniekształcony, leniwy bas. „Witaj". Ruchoma część twarzy kukły prawdopodobnie miała ruszać się w rytmie wypowiadanych słów.

     

    „Obserwowałem Cię.."
    „Nie jesteś dobrym człowiekiem."
    „Dlatego zasługujesz na surową karę, którą zamierzam zaraz Ci wymierzyć."
    Szarpiesz się przymocowany do krzesła.
    "Wszystko jednak zależy od Ciebie i możesz kary uniknąć. "
    „Musisz zagrać w moją grę."
    „I ją skończyć."
    „Mwaahahahahahaahahahhaha!!!!”

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Jedna z najbardziej oczekiwanych gier dla PSP tego roku wreszcie ujrzała światło dzienne. Tytuł sygnowany marką stajni Ubisoft, wyczekiwany był ze sporą dawką nadziei, gdyż developer krzyczał, że uda mu się przenieść mechanikę rozgrywki z wersji dla konsol stacjonarnych.  Oliwy do ognia dolewał też fakt wydania rok temu Assassin’s Creed: Altaïr's Chronicles na Nintendo DS, stworzonego przez znane i cenione studio Gameloft, który wprawdzie posiadał nieco inną, dopasowaną do specyficznej architektury konsoli wielkiego N formę, ale był grą całkiem niezłą i ciepło przyjętą przez fanów. Wśród posiadaczy handhelda Sony powtarzało się pytanie: czemu ich mocniejszy od konkurencji sprzęt został pominięty? Przy okazji premiery Assassin’s Creed II na konsole stacjonarne wydawca postanowił naprawić ten błąd / zarobić na znanej marce (niepotrzebne skreślić) i uraczył nas AC: Bloodlines zapowiadanym jako pomost fabularny pomiędzy dwiema częściami serii.

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Gran Turismo to towar ekskluzywny, na który użytkownicy PSP czekali 5 lat. Czy było warto? Czy rzeczywiście był przez ten czas tworzony a może został sklecony na prędce pod naciskiem premiery PSP GO?

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Gdy przedstawiono mi ten tytuł, to spodziewałem się łezki w moim oku. Niestety, nawet jeżeli moje oko na widok Unbound Saga zwilżyło się choć trochę bardziej, to gameplay szybko naprawił ten „defekt”. Bo nad czym tu płakać? Co wspominać, kiedy pod powłoką wymarłego dinozaura kryje się ten dziwny genetyczny twór?
     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Grand Theft Auto: Chinatown Wars na PSP wreszcie wylądowało na półkach sklepowych.  Z początku myślałem, że ta gra będzie bublem, a twórcy odcinają jedynie kupony od świetnej DS-owej wersji. Kiedy dowiedziałem się, że perspektywa z jakiej będziemy oglądać Liberty City to rzut izometryczny, po prostu się załamałem. Postanowiłem jednak zaryzykować. Kupiłem grę, odpaliłem i odpłynąłem na długie godziny. Zaczęło się zarywanie nocek, gdyż pozwoliłem dać za wygraną „syndromowi jeszcze jednej misji”. A wiecie co jest najgorsze?  To, że nie wiem czy jakakolwiek inna odsłona GTA, zdoła mi się jeszcze spodobać. Zapraszam do przeczytania recenzji, którą napisałem w formie pamiętnika Huanga Lee, głównego bohatera tej wspaniałej historii.

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    „Na skraju koła podbiegunowego...”

    Naszym oczom ukazuje się arktyczny krajobraz. Lodowce pokryte śniegiem, zamarznięte szczyty... Jednak ten spokój zostaje zburzony przez nadciągające helikoptery, statki towarowe przybijają do brzegu. Zza skał wyłaniają się pojedyncze pojazdy.

    „Przybyli nieustraszeni. Przyciągają ich nowe wyzwania”

    Tylko nieliczni osiągną szczyt. Kamera zaczyna się unosić coraz wyżej pokazując masywne wzniesienia. Pokryta lodem kraina zaczyna nabierać życia.

    „Góra budzi się... Arena czeka!”

    Za szczytem wyłania się cel podróży a zarazem początek zabawy. Wielki Festiwal.

    "Witajcie w MotorStorm!"

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Gdy usłyszałem, że mam napisać recenzję ”Buzza” zadałem sobie pytanie – „Czy ja już kiedyś w to nie grałem?”. Olśniło mnie dopiero po kilku chwilach, przecież rok temu w Lipsku grałem to z resztą redakcji na stanowisku Sony (a tak dokładniej firmy o nadzwyczaj dźwięcznej nazwie „Curve Studios”). Nie ważne, że graliśmy w języku niemieckim i kompletnie nic nie rozumieliśmy, liczyła się dobra zabawa. A ten tytuł zapewniał jej aż nadto, minęło dobre pół godziny zanim odstawiliśmy specjalnie przygotowane pady i poszliśmy dalej. Ale miłe wspomnienia pozostały, więc nastawiłem się na to, że w końcu będę miał do opisania fajną humorzastą gierkę. I to na dodatek w języku polskim! I nie myliłem się. Gra jest najprościej mówiąc super. Poniżej opisuje moje wrażenia z tego interaktywnego i nadzwyczaj pomysłowego turnieju.

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Łzy w oczach. Nosz Kur… Ja pie… co za głupia gra! Tak właśnie zaczyna się przygoda z tym w co mi przyszło grać tym razem, i przyznam szczerze że wielokrotnie chciałem zniszczyć konsolkę i zabić tego który mi zlecił tą męczarnię (NoVy jak kiedyś przyjadę do ciebie to gwarantuje, że Cię twoją własną klawiaturą zabije, poćwiartuje i rzucę kotom na śmietniku na pożarcie).

    Skąd wzięła się taka agresja w na ogół spokojnym, grzecznym, „trzeźwym” i wychowanym Micke’u? Otóż zmusili mnie do napisania recenzji gry Badman! A dokładniej: „Holy Invasion of Privacy, Badman! What Did I Do to Deserve This?” i uwierzcie na słowo, tytuł mówi o grze nic, a zarazem wszystko. Aha, z racji długości tytułu nazwijmy umownie grę Badman’em.

     

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Blada, śliska i pozbawiona włosów głowa osadzona twardo na karku w połączeniu z dwiema parami oczu, wystającymi siekaczami oraz cienkimi szczelinami zamiast nosa nie napawa wyobraźni optymizmem. Dodajmy do tego jeszcze giwerę w obślizgłej łapie, zapadnięte i częściowo odsłonięte żebra oraz strasznie przenikliwy warkot wydobywający się z nienaturalnie dużych ust, a przekonamy się, że nasza wyobraźnia nakreśliła nam dość ciekawy portret pewnej istoty. Ci z Was, którzy po tym opisie przed swoimi oczami ujrzeli Magdę Mołek pragnę poinformować, że byli bardzo blisko, ale niewystarczająco aby wiedzieć, że poprawnym skojarzeniem powinna być Chimera z Resistance: Retribution.

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Nigdy nie chciałem zostać ninja. Gdy w młodości wszyscy koledzy zachwycali się pięknymi katanami oraz gwiazdkami Shuriken ja wolałem bawić się pistoletami na kulki oraz planować każdy ruch komandosów w serii „Rainbow Six”. Dlatego też seria „Tenchu” nigdy nie była bliska mojemu sercu. Feudalna Japonia to po prostu nie są moje klimaty; skradanka bez noktowizora oraz wytłumionej broni? Na pewno naciągana. Takie właśnie miałem podejście do „Tenchu”, zarówno do poprzednich części jak i do tej najnowszej, czwartej, wydanej również na naszą przenośną konsolę. Grać zacząłem zupełnie przypadkiem. „Splinter Cell” już dawno mi się znudził, a innych gier w tym klimacie po prostu nie ma. Logiczne więc, że wybór padł właśnie na dzieło studia Acquire, twórców pierwszej części gry. Teraz w wieku 21 lat, i mówię to sam bez żadnej katany przyłożonej do pleców, chcę zostać NINJA! Ale wszystko po kolei, najpierw muszę napisać recenzję, a potem będę mógł znów wrócić do tego genialnego świata.

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

    Lubisz czasem poudawać gwiazdę? Pewnie! Jest takich wielu. Nic w tym dziwnego. Często chcemy poczuć się jak ktoś, kim nie jesteśmy. Niektórzy łapią miotłę i udają, że to mikrofon. Inni widelcami tłuką po garkach w kuchni wyobrażając sobie, że tłuką teraz niezłą perkusyjną solówę na koncercie rockowym. Pewien Zdzisio złapał łopatę i udawał, że gra na gitarze gibiąc się przy tym niesamowicie. - Tak! Teraz jest moje pięć minut! Teraz ja jestem sławny. - wykrzyczał. Tylko koledzy z budowy jakoś tak dziwnie patrzyli. Do kolesia bijącego po talerzach wpadł sąsiad, czerwony jak papryka i marudzi coś, że druga w nocy. O co mu chodzi? Przecież ja koncert gram!

     

     

    Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać