Jesteś nie zalogowany. Stwórz konto lub zaloguj się!
rss psp-team
Strona głównaForumRedakcjaKontakt

    Lubicie trudne gry? Takie, gdzie przejście jej wymaga od nas maksymalnego skupienia, treningu, wyuczenia się plansz, zręczności, cierpliwości? The Impossible Game od FlukeDude, jak można się domyślić po nazwie, powinien taki właśnie być, czyli niemożliwy do skończenia. Ale jednak da się go przejść i nie do końca jest taki, jakie daje o sobie pierwsze wrażenie.

     

     

    Strzelam, że większości z Was obiła się kiedyś o uszy produkcja o nazwie "Doodle Fit" naszego rodzimego producenta "Gamelion". Niecały rok temu zadebiutowała ona na sprzętach Apple i została bardzo ciepło przywitana zarówno przez recenzentów jak i graczy. Od tego czasu dojrzewała, dorobiła się kilku aktualizacji dodających kolejne plansze, motywy czy też zwykłe usprawniania. W takiej formie, oczywiście po wszelkich dostosowaniach dla naszej kieszonki, wylądowała w dziale z Minisami.

     

     

    Patrząc na ostatnie i przyszłe premiery gier, możemy zauważyć pewną modę, która już jakiś czas temu opanowała rynek. Kolejna wojna światowa, jakiś wielki akt terroru, niekończące się ataki zombie, najazdy ufoludków, postapokaliptyczne okolice, muskularny bohater etc. Macie już tego dosyć czy całkowicie przeciwnie, czujecie wciąż niedosyt? Jeżeli odpowiedzieliście twierdząco na któreś z tych pytań (szczerze to innej opcji nawet nie mieliście), Grip Games przygotował coś dla Was...

     

    Perkusja, jak mniemam, niektórzy z Was wiedzą, nie należy do łatwych w nauce instrumentów. Wymaga od nas wyczucia rytmu, tempa oraz odpowiedniej synchronizacji kończyn. W zespole to między innymi od naszej gry zależy udany występ - nie możemy w końcu pozwolić sobie na zmianę rytmu będącego podkładem dla reszty grających. Gdy zbytnio przyśpieszymy, gitara będzie musiała nadążyć, ale wokal nie da rady wyśpiewać całości tekstu z powodu braku powietrza. Jednakże jaki związek ma perkusja z nowym minisem od MusiGames? Głównie motyw instrumentu i poziom trudności. Spodziewacie się klona Guitar Hero z perkusją? Nic bardziej mylnego. Zobaczcie sami, co Ci ludzie wykombinowali.

     

    Od samego początku podchodziłem do tego tytułu z lekką rezerwą. Otóż produkcja polegająca na dopasowywaniu przedmiotów do ich cieni... Chociaż sprowadza się to do najprostszego systemu "zrób coś jak najlepiej, a dostaniesz więcej punktów", jakoś mam mieszane uczucia. Nie to, że gry koniecznie muszą posiadać jakiś konkretnie określony i widoczny gołym okiem cel (odkryj, dotrzyj, wyeliminuj, nawet jak to wszystko nie ma końca), lecz dzięki niemu mamy narzucone inne wyzwanie niż uzupełnienie swoim nickiem tabeli zwycięzców. Oczywiście nie oznacza to, że w 3D Twist & Match chodzi jedynie o to drugie, gdyż jest to w gruncie rzeczy niemożliwe. Jakimś sposobem wynik trzeba nabić. Chwila, nie od środka. Przepraszam za to wyrzucenie od razu na głęboką wodę, lecz kwestia "celu" nie daje mi spokoju. Jeżeli jesteście tym wstępem skołowani, ten tekst rozwieje Wam moje powyższe mętnie przedstawione i niedokończone przemyślenia.

     

    Producenci gier nierzadko sięgają po broń zwaną nostalgią. Przygotowują nam tytuły, które w większym, bądź mniejszym stopniu nawiązują do klasyków branży, rozpalając w graczach sentyment. Ci najczęściej łykają przynętę bez zastanowienia, chcąc sobie przypomnieć stare, dobre czasy, w których to grafika nie była najważniejsza, a o sukcesie gry stanowiła unikatowa rozgrywka. Czasem powrót do korzeni był bardziej udany, innym razem dostawaliśmy marną gierkę, sprytnie zamaskowaną taką retro stylistyką.

    Pix'n'Love Rush to właśnie jedna z tych produkcji, które przyciągają uwagę nietypową jak na dzisiejsze czasy oprawą. Jednak pod skorupką nostalgii znajdujemy, o dziwo, bardzo przyjemną i wciągającą gierkę. Ale po kolei.

     

    Honoru i imienia akademii lotnictwa bronić trzeba. No, nie trzeba, lecz kto jak już tam uważa. Historia rozpoczyna się w momencie nalotu konkurencyjnej szkoły na nasze lotnisko. Po udanym odparciu wrogich sił nie pozostawimy ich odwiedzin bez odzewu i ruszamy tam skąd przybyli zostawiając za sobą wraki setek maszyn... Dobrze, nie jest to może fabuła MiniSquadron, gdyż produkcja nie posiada jakiejkolwiek, lecz całkiem ładnie oddaje ideę udanego debiutu firmy Supermono na platformie PSP.

     

    Moda na zombi przez cały czas trwa i wydaje się nie mieć końca. Co chwilę jakieś studio karmi nas coraz to nowymi albo i odświeżonymi pomysłami na przestawienie ich unicestwienia. Nie inaczej jest tutaj z Twin Blades: The Reaping Vanguard od Sanuk Games. Co by tutaj dużo pisać, miliony ożywionych umarłych znowu w mniej lub bardziej finezyjny sposób odejdą w niepamięć... Ale czy naszą, to już dowiecie się dalej.

     

     

    „Nazywam się Zed Pelin, a to jest moja historia…” - takim tekstem przywitał mnie najnowszy minis od studia Craneballs, Blimp: The Flying Adventures. W przeciągu minuty stałem się pilotem sterowca, który na bliżej nam nieznanej planecie, podobnej do Ziemi, dołącza do ruchu oporu. Teraz pozostaje tylko powstrzymać siły wroga nim będzie za późno. Czas się przekonać, jakich lotów jest ta historia. Gotowi, by po raz kolejny uratować ludzkość? No to jedziemy.

     

    Nie znam takiego, który by nie bronił własnej kobiety przed złem. Światowy system jednak działa tak, że gdy bandzior choćby miał unicestwić pół miasta przypadkowo zginie w obronie koniecznej, pójdziemy siedzieć... Zwłaszcza, gdy owym czarnym charakterem jest syn burmistrza miasta. Trafiamy za kratki, odsiadujemy wyrok, a nasza kochająca kobieta odwiedza nas codziennie w więzieniu, jednak aż do pewnego momentu... Zamiast niej przychodzi list z dołączonym kluczem do celi oraz dopiskiem, iż mamy 24h na dotarcie na dach ratusza, inaczej nasza ukochana zginie... Nasza ukochana zginie? I MUST RUN!

     

    Gry muzyczne mają swoich zagorzałych zwolenników, jednak nie pojawia się ich zbyt dużo na rynku. Mamy nieśmiertelną serię DJ Max Portable, japońskie wynalazki w postaci Divy z Hatsune Miku czy też innych tytułów. Tym razem mamy do czynienia z tytułem z naszego podwórka, który zadebiutował około dwóch tygodni temu w usłudze minis. Chodzi mianowicie o Boom Beats od GameLion Studios. To już kolejna próba tego developera, jeżeli chodzi o PSP, zatem zobaczmy, czy ten tytuł to progres czy może regres w stosunku do wcześniejszego tytułu.

     

    Tetris wydany przez EA w usłudze PlayStation Minis odniósł niewątpliwy sukces. Klasyczna do bólu i prosta w swych zasadach gra, została pokochana przez wielu graczy, którym brakowało produkcji z gatunku logiczno-zręcznościowych. Nie dziwi zatem fakt, iż także inne studia postanowiły ruszyć wytyczonym przez EA szlakiem. Wśród nich pojawił się także nasz polski developer GameLion Studios, a konkretnie jego oddział ze Szczecina, który pokusił się o wprowadzenie do usługi Minis prostego tytułu czerpiącego garściami pomysły z Lumines czy Columns. Trzeba od razu sprostować, iż wstępnie produkcja miała rzeczywiście pojawić się dla usługi Minis, jednak w wyniku komplikacji związanych z kompatybilnością aplikacji z konsolą PS3, a raczej jej brakiem, została ona wydana tylko dla PSP. O całej sytuacji mówił sam developer za co należą się mu słowa uznania. Poniżej możecie się dowiedzieć, na ile im się to udało.

     

    Panowie z Mediatonic pokazali nam już wcześniej, że gry robić potrafią i wychodzi im to całkiem zgrabnie. Zmajstrowali oni kolejną produkcję o dość tajemniczym tytule WTF. Co jak co, ale tytuły ich gier są jak zwykle dość dziwne i intrygujące, dlatego też wyczekiwaliśmy jej z niecierpliwością - pamiętając jak dobrze było z Dukem. Pikanterii dodał fakt, że gra zaliczyła lekką obsuwę spowodowaną błędem związanym z crashowaniem się na starszych modelach PS3. To się nazywa dbanie o klienta.

     

    Gdy po wydaniu GoW: Chains of Olympus studio Ready at Dawn ogłosiło, że kończy z PSP, trochę mnie to zmartwiło. Nikt nie był i chyba nie jest nadal w stanie wyciągnąć więcej z handhelda Sony. Możecie więc wyobrazić sobie mój zachwyt, gdy usłyszałem, że następnego GoW'a stworzy to samo studio odpowiedzialne za tytuły stojące naprawdę wysoko w hierarchii gier na Peespeka. Każdy gracz oczekiwał naprawdę wiele od niego. Czy sprostał choć trochę? Czy jest tym, na co wszyscy czekali? Zapraszam do recenzji.

     

    W ostatnim czasie dostajemy coraz więcej różnorakich portów z iPhone'a. Niby nie jest to konkurencyjny sprzęt, a jednak, gry z tej platformy zostają przeniesione do PlayStation Portable i na odwrót. Nie inaczej jest z ostatnim tytułem od studia Beatshapers - Carnivores: Dinosaur Hunter. Produkcja dedykowana sprzętowi Apple, skupiająca się na upolowywaniu dinozaurów, wylądowała już jakiś czas temu jako Minis w PlayStation Store. Czas teraz na to, by sprawdzić, czy ten port jest wart swojej uwagi.