Jesteś nie zalogowany. Stwórz konto lub zaloguj się!
rss psp-team
Strona głównaForumRedakcjaKontakt

„Final Fantasy” to japońska seria, na którą składają się luźno połączone ze sobą gry, filmy oraz mangi. Bez wątpienia saga ma wielu wiernych fanów, jednakże niewielu z nich wie, skąd wziął się jej tytuł. Otóż firma Square-Enix była bliska bankructwa kiedy Hironobu Sakaguchi (nazywany ojcem serii) wystąpił z projektem zrobienia gry RPG. Miała to być ostatnia deska ratunku dla upadającej firmy dlatego ironicznie nazwano ją „Ostatnim marzeniem”. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania twórców i obecnie jest najbardziej rozpoznawalną serią jRPG na świecie, a w kraju kwitnącej wiśni zajmuje honorowe drugie miejsce wśród gier tego gatunku (pierwsze należy do Dragon Quest). Już 4 września do rąk europejskich graczy trafi kontynuacja „marzenia” Square-Enix czyli „Dissidia: Final Fantasy”.

 

 

Czym tak naprawdę okaże się „Dissidia”? Możecie być pewni, że będzie czymś o wiele bardziej złożonym niż tylko widowiskowe sceny walk bohaterów. W tej części będzie można zaobserwować również wiele cech charakterystycznych dla wszystkich poprzednich gier z serii. Należą do nich m.in. rozbudowane, nieszablonowe postacie bohaterów oraz zagmatwana fabuła. Będziemy światkami starcia dwóch drużyn najpotężniejszych wojowników, wśród których spotkamy naszych starych znajomych takich jak np. Cloud, Tinus, Zidane, Kefka, Sephiroth oraz wielu, wielu innych. Nasi śmiałkowie pod wodzą bogini ładu, porządku i harmonii będą walczyć z bohaterami dowodzonymi przez boga chaosu. Konflikt pomiędzy siłami rządzącymi światem osiąga apogeum, świat tonie w wirze ich sporów i przepychanek, a losy wojowników zależą od gracza, który nimi pokieruje.

Jak przystało na serię „Final Fantasy” nie zabraknie naprawdę efektownych scen walk. Zresztą słowo „efektowne” nie oddaje w pełni wrażenia jakie wywołują płynne ciosy, pchnięcia i uderzenia bohaterów wyzwolonych spod wpływu grawitacji. Choć początkowo nasze postacie poruszają się po podłożu, już chwilę później wzbiją się w powietrze by wykonywać bardzo widowiskowe akrobacje. Z chwilą wyzwolenia się od działania praw fizyki, zaobserwujemy inne niezwykłe umiejętności bohaterów takie jak bieganie po ścianach, czy magiczne ataki. Należy również wspomnieć o funkcji systemu walki „ex Gauge”, która umożliwia wyrządzanie jak największych szkód naszym wrogom, a także zbieraniu przedmiotów rozmieszczonych na polu gry. Jeżeli wskaźnik „ex Gauge” będzie całkowicie zapełniony, wzrośnie znacznie siła naszych wojowników, co umożliwi nam przeprowadzanie jeszcze skuteczniejszych ataków. Bardzo dobrym rozwiązaniem ułatwiającym również walkę z wrogiem jest intuicyjne sterowanie oraz nietrudne do opanowania, a jednocześnie bardzo rozbudowane menu.

 

 

Teraz kilka słów na temat lokacji po której będziemy się poruszać. Gracz może wędrować po przypominającej „szachownicę” planszy dzięki „Destiny Points”, które otrzyma po zwycięsko zakończonych walkach. Poza naszym głównym wrogiem na naszej „szachownicy” spotkamy pomniejszych przeciwników, a także różne bonusowe przedmioty. Możemy sprowokować wybraną postać do walki po prostu stając naprzeciw niej, a po zakończeniu potyczki wracamy na „szachownicę” z taką ilością HP, która została nam po pojedynku. Przedmioty umieszczone na planszy pomagają nam uzupełniać zdrowie, jednak zazwyczaj są chronione przez bardzo nieprzyjaźnie nastawione do nas istoty. Jak widać taktyka i umiejętność strategicznego myślenia bardzo przydadzą się w „Dissidii”, a sama gra okazuje się nie tylko rozgrywką skupioną jedynie na akcji, ale także RPG’iem taktycznym.

W tym miejscu należałoby również wspomnieć o pewnych zmianach, które japońscy twórcy wprowadzili przed wypuszczeniem „Dissidia: Final Fantasy” na europejski rynek. Przede wszystkim skrócony został gameplay. Po bliższym zapoznaniu się z grą japońscy recenzenci stwierdzili, że jej ukończenie zajmie graczom przynajmniej 40 godzin i to bez odkrycia pewnych niespodzianek, które przygotowali dla nich twórcy. Tak naprawdę grając w tę część można znaleźć zajęcie nawet na 100 godzin i na pewno nie jest to czas, w którym gracz by się nudził. Tymczasem zamiast 40 godzin ukończenie europejskiej wersji zajmie około 10, jednakże przedstawiciele Square-Enix zapewnili wszystkich zainteresowanych, że będą mogli odkryć wszystko, co gra ma do zaoferowania jeśli tylko będą chcieli. Skrócono także tutorial, który będzie trwał przez 10 minut. Europejskim miłośnikom serii Final Fantasy” zaoferowano również nowy tryb Arcade oraz więcej filmowych scenek.

 

 

Jeszcze przed pojawieniem się „Desidia: Final Fantasy” wszystkie gry z serii sprzedały się w ilości 40 milionów egzemplarzy na całym świecie co chyba najlepiej przejawia o wyjątkowości całej sagi. Bez wątpienia można powiedzieć, że ta część nie będzie gorsza od wcześniejszych. Mimo że nie ukazała się jeszcze w europejskich sklepach, już pobiła wszelkie rekordy sprzedaży na terenie całej Japonii i dlatego wielu graczy jest niezadowolonych z faktu, iż twórcy nie mówią nic o powstaniu „Dissidia II”. Nam pozostaje jednak czekać na upragnioną premierę gry, która jest zaplanowana na 4 września, a więc grajcie, a później sami powiedzcie: czy ktokolwiek uwierzyłby to, że „Final fantasy” miało być „Ostatnim marzeniem” Square-Enix?

Odpowiedzi

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Type the characters you see in this picture.
Przepisz znaki widoczne w powyższym obrazku. Jeśli nie możesz ich odczytać, wciśnij Podgląd, by wygenerować nowy kod. Wielkość liter nie ma znaczenia.